Kampania promująca Polskę kosztowała 7 mln zł, a spoty wygenerowano komputerowo? Filmowiec komentuje: „Czy wam się to w głowach mieści”

Kiedy Polska Organizacja Turystyczna zaprezentowała pierwszy klip z udziałem Roberta Lewandowskiego i Nikodema Rozbickiego, który jest częścią kampanii „Poland. More than you expected”, w sieci wybuchła afera. Internauci byli zszokowani poziomem zaprezentowanego materiału, który nawiązywać miał do Warszawy. Kilka dni temu ukazała się druga cześć, która tym razem obejmuje Trójmiasto. Komentarze są dokładnie takie same i punktują te same mankamenty. Filmowiec i youtuber – Marcin Łukański – doszedł do tego, w jaki sposób nakręcono całą kampanię. Jak się okazuje, zaprezentowana w niej „Polska” tak naprawdę nie istnieje. To tylko ekrany LED i green screeny. Wyjaśniamy.
fot. Magda Wysoczynska/Facebook @polska.travel
  • Kampania promocyjna Polski „Poland. More than you expected” spotkała się z falą krytyki.
  • Zarówno materiał z Warszawy, jak i Trójmiasta nie spodobał się polskiej publiczności.
  • Filmowiec Marcin Łukański odkrył, że spoty były w dużej mierze realizowane w studiu z wykorzystaniem technologii Volume.
  • Odwiedź stronę główną RMF FM.

Afera o spoty promujące Polskę: reklama Trójmiasta z tymi samymi problemami co Warszawy

W sierpniu wystartowała międzynarodowa kampania „Poland. More than you expected” (tłum. Polska. Więcej niż oczekiwałeś), której celem jest promocja naszego kraju za granicą. Na realizację całego projektu przeznaczono 7 mln zł, a działania mają potrwać do grudnia 2026 roku. W filmowych materiałach wystąpili m.in. piłkarz Robert Lewandowski, amerykański aktor Jesse Eisenberg oraz modelka Anja Rubik. 

Pierwszy spot promocyjny, który skupiał się na Warszawie, spotkał się z bardzo negatywnym odbiorem w sieci. Przez stolicę „prowadzi” nas postać Mikołaja Kopernika, którego odgrywa Nikodem Rozbicki. Teraz ukazała się druga część skupiająca się na Trójmieście, w której wystąpił również Lech Wałęsa. Oglądający niestety ponownie nie byli zadowoleni z tego, jak całość została zaprezentowana.

Absolutny koszmar. Wstyd. Serio. Nie ma tu ani jednego dobrego momentu. Wstyd, żenada, kompromitacja, nie wracajcie do domu 

– komentował na swoim profilu Wojtek Kardyś, ekspert komunikacji internetowej.

Post on Instagram

W internecie kolejny raz narzekano na zbyt chaotyczny montaż, za duże skupienie się na gwiazdach, a za małe na pokazaniu piękna naszego kraju. 

Filmowiec ocenia spot promujący Polskę: „jest sztucznie, plastikowo”

Spot szerzej omówił filmowiec Marcin Łukański, prowadzący na YouTube kanał „Na Gałęzi”. Tak jak w przypadku pierwszego wideo, w tym również zauważył problem z „obrzydliwym” montażem i nie do końca trafionymi pomysłami – zdziwienie wywołało między innymi zaprezentowanie gofrów, które niekoniecznie kojarzą się jako potrawa związana z Polską: „Słuchajcie, oni mają 30 sekund i to, co powinno być sercem tych reklam, czyli prezentacja naszego kraju, krajobrazów, zabytków, w 30-sekundowym spocie trwa 5-6 sekund rwanych, ciętych ujęć, które nawet trudno zobaczyć. A przez 12 sekund jemy gofry” – komentował twórca. 

W problemów czysto technicznych wypunktował nieostre momenty, które znacznie wpływają na odbiór materiału, a przy realizacji na taką skalę nie powinny one się pojawić. Tak jak i w przypadku filmu z Warszawy całość prezentowała się dość sztucznie

„Wydaje się (rzeczywistość – przyp. red.) karykaturą naszego kraju, bo jest nierzeczywiście, nierealistycznie pokolorowana, nierealistycznie przedstawiona. Jest sztucznie, plastikowo przedstawiona, mamy obraz plastikowej Polski” – wymieniał.

Filmy reklamujące Polskę zostały nakręcone w studiu? „To wszystko (...) nie istnieje”

W drugiej części swojego materiału Łukański wyjaśnił, że klip w połowie zrealizowany został z pomocą efektów komputerowych, a pojedyncze sceny wcale nie powstały na tle rzeczywistych krajobrazów czy budynków. 

To wszystko, co widzicie w tle, na tych ujęciach nie istnieje.(…) Ekipa zamiast nakręcić sceny na lokacji, stwierdziła, że doda je w postprodukcji. 

Tła zostały stworzone w studiach Volume – jest to stosunkowo nowa technologia z wielkimi ekranami LEDowymi. Za aktorami wyświetlane są konkretne sceny i tak powstaje całe nagranie – w tym wypadku, prezentujące nasze miasta. Całość nagrywana jest w studiu, bez wykorzystania realnych lokacji. „W spocie promującym Polskę, generujemy Polskę komputerowo. Czy to wam się w głowach mieści?” – dziwił się youtuber.

Zdaniem specjalisty ekipa skorzystała z możliwości studia Volume „nieumiejętnie”, przez co całość wygląda sztucznie, nierealnie i wręcz wzbudza w nas pewnego rodzaju niepokój – jako widzowie po prostu rozumiemy, że coś tutaj nie gra.

Mamy dwa miliony na jedną 30-sekundową reklamę Polski i jeszcze tę Polskę renderujemy, jeszcze tę Polskę wypluwamy komputerowo na tle Volume, czyli rozkładamy green screena jak jacyś amatorzy.

Jak się też okazuje, scena, w której Lech Wałęsa i Jesse Eisenberg stoją obok siebie została zrealizowana na tzw. green screenie, który pozwala wkleić za aktorów dowolne tło, a mężczyźni nawet nie byli w tym samym miejscu, tylko nagrywali kadr osobno z dublerami. 

chcesz widzieć więcej artykułów od RMF FM? dodaj w Google
Czytaj dalej: