Co dzieje się w małżeństwie Szatanów?
Barbara Kurdej-Szatan i Rafał Szatan są jednym z najpopularniejszych małżeństw polskiego show-biznesu. Artyści pobrali się w 2011 roku, a już w następnym roku powitali na świecie pierwsze dziecko – córkę Hannę. W 2020 roku doczekali się natomiast syna Henryka.
Życie prywatne Szatanów wzbudza duże zainteresowanie. Małżonkowie nie są w stanie uniknąć rozmaitych plotek. Regularnie powraca m.in. temat domniemanego kryzysu w ich związku. Teraz, w rozmowie z Magdą Mołek w formacie „W moim stylu”, Barbara i Rafał przyznali, że rzeczywiście przechodzili kiedyś przez bardzo trudny okres. Było to na początku ich relacji.
Kryzys u Barbary Kurdej-Szatan i Rafała Szatana
Barbara Kurdej-Szatan i Rafał Szatan nie ukrywają, że kiedy postanowili się pobrać, byli ze sobą zaledwie od kilku miesięcy, do tego mieszkali w dwóch różnych miastach, przez co nie mieli szansy się „dotrzeć”. „My się zaczęliśmy docierać tak naprawdę dopiero jak się Hania urodziła, bo wszystko tak szybko się toczyło, że my nie mieliśmy w ogóle czasu na jakieś przemyślenia i dopiero potem się okazało, że jednak warto było chyba troszeczkę pomyśleć” – przyznała aktorka serialu „Zaraz wracam”.
„Wydaje mi się, że jak się pojawiają problemy, to nagle te problemy urastają do jakiejś ogromnej rangi. One nas przytłaczają i takie wielkie się robią, ale jeżeli gdzieś tam na końcu u schyłku nie ma miłości, to to się rozpadnie. A jeżeli ta miłość tam jest i łączy, i się nie rozpadnie, to jeszcze można to wszystko jakoś posklejać. Tak to chyba u nas było” – dodała.
Szatanowie zdecydowali się udać po pomoc do specjalisty. „Było bardzo trudno w pewnym momencie, ale poszliśmy na terapię. Byliśmy w sumie tylko raz razem. Potem Rafał już nie chciał iść razem, ale potem poszliśmy osobno. Dużo nas to też nauczyło i myślę, że dużo nam to dało jako parze w takiej umiejętności rozmowy, że my chyba dopiero od tego momentu nauczyliśmy się ze sobą rozmawiać tak bardziej szczerze” – wyjaśniła u Magdy Mołek gwiazda TVP, podsumowując:
U nas to było tak, że te emocje wybuchały, ale nie do końca potrafiliśmy to przegadać i dlatego jakoś tak nawarstwiało się, a teraz już chyba potrafimy sobie mówić szczerze.

