Zagrała kultową Wioletkę. Marzyła o innej roli w „Ranczu”. „Powiedzieli, że wyglądam za staro”

Nie ma Polaka, który nie znałby Wioletki z „Rancza”. Mało kto jednak wie, że Magdalena Waligórska-Lisiecka zgłosiła się na casting, aby zagrać zupełnie inną postać. Mimo że miała zaledwie 20 lat, usłyszała, że „wygląda za staro”, aby wcielić się w Klaudię – córkę Wójta. Jak doszło do tego, że dostała rolę barmanki, która na zawsze zapisała się w historii polskiej telewizji?
Magdalena Waligórska-Lisiecka nie miała grać Wioletki w „Ranczu”, źródło: AKPA
  • Magdalena Waligórska-Lisiecka zgłosiła się na casting do roli Klaudii w serialu „Ranczo”, ale uznano, że wygląda za staro na tę postać, mimo że miała zaledwie 20 lat.
  • Po nieudanym castingu do Klaudii zaproponowano jej epizodyczną rolę barmanki Wioletki, która początkowo miała być postacią poboczną i pojawić się tylko w jednym odcinku.
  • W trakcie realizacji serialu rola Wioletki została rozbudowana, a postać stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych w historii polskiej telewizji.
  • Odwiedź stronę główną RMF FM.

„Ranczo 11”. Magdalena Waligórska-Lisiecka wróciła na plan!

Magdalena Waligórska-Lisiecka po latach znów wciela się w Wioletkę – postać, która na stałe zapisała się w historii polskich seriali. Aktorka nie kryje radości z powrotu na plan i podkreśla, jak ważny jest dla niej kontakt z widzami. „Cieszy mnie ten powrót. Cieszy mnie przede wszystkim dlatego, że myślę, że aktor żyje dla widza i widząc, jaki jest odzew, widząc, jak widzowie reagują, że czekają na ten serial, że cieszą się każdą informacją, newsem z planu. Ja dostałam tak strasznie dużo miłości od widzów, jak tylko pokazałam swoje zdjęcia z planu, że naprawdę czuję, że ktoś na mnie czeka po drugiej stronie. To jest absolutnie piękne” – mówi Waligórska-Lisiecka w podcaście Kozaczka. 

Magdalena Waligórska-Lisiecka nie miała grać Wioletki w „Ranczu”

Wioletka, barmanka z Wilkowyj, stała się jednym z symboli serialu „Ranczo”. Jej charakterystyczny styl, energia i cięty język sprawiły, że widzowie pokochali tę postać od pierwszych odcinków. Dziś trudno sobie wyobrazić „Ranczo” bez Wioletki, choć – jak się okazuje – początkowo miała pojawić się tylko na chwilę.

Mało kto wie, że Wioletka miała być tylko epizodyczną postacią. Magdalena Waligórska-Lisiecka zdradza, że na casting do „Rancza” przyszła z myślą o zupełnie innej roli. „To miał być totalnie epizod. Ja przyjechałam na casting do roli Klaudii. Zagrałam, ale powiedziano mi, że wyglądam za staro do tej roli” – wspomina aktorka. Miała wtedy zaledwie dwadzieścia lat, ale twórcy uznali, że nie pasuje do wybranej postaci.

Po nieudanym castingu do roli Klaudii, Waligórska-Lisiecka została poproszona o próbę do kolejnej roli – Lucy, wymagającej łamanego angielskiego. „Wręczono mi tekst. Okazało się, że to jest taki jakby łamany angielski, bo to była rola Lucy. Ja powiedziałam: ale nie, przepraszam, bo ja muszę wracać, bo ja jestem na studiach, mam sesję i muszę zdążyć na ten pociąg. To oni mówią: dobrze, to aktorki, które są do tej roli, poczekają. A, i jest jeszcze taki szczegół, że tutaj na koniec masz się pocałować z tym aktorem. I to był Paweł Królikowski castingowany razem ze mną. Ja wyszłam na korytarz, żeby się uczyć tego tekstu. Zobaczyłam te aktorki, które czekają. Zbladłam” – opowiada. Dlaczego tak zareagowała na ich widok?

Bo to były grube nazwiska. Tam naprawdę to były trzy najbardziej topowe aktorki, które wtedy były w polskim show-biznesie. Także Ilona [Ostrowska - przyp. red.] też dostała tą rolę tak będąc w sumie nieznaną aktorką – dodaje.

„Ranczo”. Początkowo miało nie być kultowej Wioletki

Po przesłuchaniach usłyszała, że do roli Lucy jest za młoda, ale zaproponowano jej drobny epizod – barmankę, która krzyczy: „policja” w ósmym odcinku. Zapytana o to, czy tak poboczna rola sprawiła jej przykrość, powiedziała, że wręcz przeciwnie. „Ja wsiadłam do tego pociągu na egzaminy do Wrocławia. Zadzwoniłam do mojej mamy i powiedziałam: mamo, mamo, będę grała w serialu, będę krzyczała 'policja' w ósmym odcinku” – wspomina z uśmiechem.

Los chciał inaczej. Na próbach czytanych okazało się, że jej postać zostaje rozwinięta. „Co przyjechałam na plan, to dostawałam nową paczkę scen, że jednak coś tam mi dopisano i dopisano” – tłumaczy. 

Więc w pierwszym sezonie ta moja postać jest taka kompletnie od czapy. Dopiero z następnymi sezonami ona ma jakąś swoją historię, jakiś swój przebieg, jakiś jest pomysł na tą postać. Ale rzeczywiście scenarzyści doszli do wniosku, że do tego kolorytu lokalnego takiej bohaterki brakowało – mówi Waligórska-Lisiecka.

Post on Instagram
Czytaj dalej: