Napisała komentarz na profilu Michała Szpaka. Nie miała pojęcia, do czego to doprowadzi
Waleria przeglądała Facebooka, kiedy wyświetlił się jej nowy post Michała Szpaka. Nie znała twórczości mężczyzny, ale zdziwiła się, że połączył on zdjęcie z „wywalonym językiem” ze słowami Pieśni nad Pieśniami.
Nie spodobało mi się to, więc napisałam komentarz: „Ale po co ten jęzor?”. Po chwili zobaczyłam odpowiedź na komentarz. Odpisał mi sam „Michał Szpak”… Na Facebooku miał wstawione profilowe zdjęcie w różowym szalu z piórami. Napisał: „Hej, moja kochana fanko. Trzymaj się z daleka od oszustów podszywających się pode mnie. Oni nie są tymi, za kogo ich uważasz. W końcu otworzyłem prywatną grupę na WhatsAppie dla moich kochanych fanów. Napisz do mnie, odpiszę, kiedy będę mniej zajęty” – wspomina rozmówczyni Ziółkowskiej.
Post on Instagram
Prośby o doładowania kart upominkowych i wysokie przelewy
Kobieta nie planowała wchodzić w rozmowę z mężczyzną, jednak finalnie odpisała. Później zaczęła czytać więcej o jego postaci, jego przeszłości, wyśmiewaniu, z jakim się spotkał. Zainteresowała ją też jego muzyka.
Włączyłam jego autorskie utwory. Zachwycił mnie w piosence ‘Gaja’, ‘Hiob’ to był dla mnie odlot. Zaczęłam czytać Biblię, aby odpowiednio zinterpretować ten utwór. (…) Zaufałam mu. Potem zaczął pisać do mnie ‘kochanie’.
Konwersacja stawała się coraz intensywniejsza. „Szpak” wysyłał Walerii zdjęcia kwiatów, a także „swoje” fotografie. Ona sama, będąc opuszczoną przez męża, opiekującą się dorosłą niepełnosprawną córką, kobietą, coraz bardziej angażowała się w rozmowy. W przytłaczającej samotności trafiła na kogoś, kto pisał do niej już z samego rana i pytał o pogodę, śniadanie, plany… W końcu emerytka zaczęła otrzymywać wyznania miłości, a także pierwsze prośby o pieniądze.
„Michał Szpak” poprosił mnie, żebym mu kupiła kartę upominkową Gift Card. Był w Stanach Zjednoczonych i zablokowali mu konto. To taki cyfrowy bon, który zasila konta. Później te środki można przeznaczyć na zakupy wybranych produktów, na przykład można kupić iPhone’a albo akcesoria do niego. Teraz myślę, że byłam durną babą, ale wtedy się zgodziłam. Poszłam i wykupiłam ten bon. Za pierwszy zapłaciłam siedemdziesiąt złotych, a on mi odpisał, że to jest za mało. Pomyślałam: co ty, facet, jesteś porąbany? Myślisz, że ci będę wysyłać? Byłam przekonana, że nie wyślę mu już ani grosza. Pomyliłam się. Nawet nie wiem, kiedy sama się utopiłam. Później kupiłam kolejne bony, za dwieście, trzysta, pięćset złotych…
Z czasem oszuści zmienili strategię. Waleria miała zacząć robić przelewy – w zamian miała otrzymać „kartę fana” i paczkę z gadżetami od Michała Szpaka.
Ale oczywiście doszło do komplikacji, więc musiałam zapłacić kolejne pieniądze, a później kolejne. Kiedy nie chciałam już robić przelewów, mówił, że stracę wszystko. Zapętliłam się. (…) Tak z konta uciekały mi kolejne tysiące.
Dwanaście wizyt na komisariacie i transakcje na kilkadziesiąt tysięcy złotych
Waleria postanowiła w końcu zgłosić sprawę na policję. Nie pomagało blokowanie numeru oszusta – ten cały czas odzywał się z innego – a także wizyta u psychologa. Kobieta odwiedziła komisariat dwanaście razy, słuchający jej zeznań funkcjonariusze łapali się za głowę, a ona sama, po wyjściu, wpłaciła na konto „Szpaka” jeszcze 50 tysięcy złotych.
Wydaje mi się, że pani Waleria powinna dostać od policji jasną informację: to jest oszust, proszę nie wysyłać mu już żądnych pieniędzy, bo nigdy ich pani nie odzyska. Cyberprzestępcy to wysokiej klasy profesjonaliści, a my wciąż mamy za mało policjantów, którzy specjalizują się w tego typu przestępstwach – komentuje na łamach książki Małgorzata Marczulewska z biura detektywistycznego, do którego po sześciu miesiącach koszmaru zgłosiła się oszukana. Kobieta zauważa też, że 80-latka miała trudność w zrozumieniu, z kim tak naprawdę rozmawiała – cały czas wydawało się jej, że był to prawdziwy piosenkarz.
Myślę, że to cud, że nie odebrałam sobie życia. (…) Do tej pory biorę leki psychotropowe na wyciszenie, bo bym sobie nie poradziła. Jestem tak wykończona… Wieczorem tylko patrzę na telefon i marzę, żeby oni się do mnie nie odzywali. Chyba nikt, kto tego nie przeżył, nie wyobraża sobie, w jaki sposób oni potrafią mataczyć, nie odpuszczą, ja żyję dla dzieci – mówi Waleria.
Prawdziwy Michał Szpak dowiedział się o sytuacji. Był w szoku
Autorka książki rozmawiała o całej sytuacji z prawdziwym Michałem Szpakiem. Wokalista był w szoku, kiedy zobaczył zrzuty ekranów rozmów, które rzekomo miał prowadzić z emerytką. Rozpoznał tam zdjęcia, które publikował na swoich profilach, jednak niektóre z nich były przerabiane tak, aby rozmówczyni myślała, że robione specjalnie dla niej. Zauważył też błąd w „swoim” dowodzie, który wysyłał Walerii oszust.
Nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. Byłem zszokowany. Nie mogłem pogodzić się z tym, że ktoś pomyślał, że ja chcę od niego wyłudzić pieniądze. Było mi przykro, ze zostałem w ten sposób wykorzystany, że to oszystwo przyczyniło się do pogorszenia jakości życia tej kobiety – mówił muzyk.
Artysta zaznaczył, że ma świadomość, iż w internecie są osoby, które próbują się pod niego podszywać. On sam zgłasza i banuje takich użytkowników, jednak nowe konta pojawiają się błyskawicznie. Apeluje więc do swoich odbiorców, aby uważali i nigdy nie wysyłali pieniędzy komuś, kto podaje się za niego.
Jeżeli taka sytuacja się powtórzy, jeżeli ktoś poprosi was o pieniądze, proszę, dzwońcie na policję, próbujcie skontaktować się z menedżerem gwiazdy, która chce pożyczyć od was pieniądze. Zweryfikujcie to. Nie mam innych kont w mediach społecznościowych niż te oficjalne. Uwierzcie mi, że nigdy nie wchodzę w prywatę z fanami. Nigdy – podsumowuje ten prawdziwy Michał Szpak.
Post on Instagram
Wszystkie cytaty pochodzą z książki Klaudii Ziółkowskiej „Kocham Cię, zrób mi przelew” (Wydawnictwo Otwarte 2026).
