Przechodzą przez dom sąsiada, by dostać się na ulicę. Oto najbardziej zatłoczona wyspa świata

Wyobraź sobie miejsce, gdzie nikt nie zamyka drzwi na klucz, bo... i tak każdy każdego zna. Na skrawku ziemi mniejszym niż boisko do piłki nożnej, 1200 osób stworzyło własny, ciasny mikrokosmos. Tu nie ma samochodów, kanalizacji ani pojęcia „prywatność”, a żeby przejść na drugą stronę osady, czasem musisz dosłownie przejść przez salon sąsiada. Poznaj Santa Cruz del Islote – najbardziej zatłoczony, a zarazem najbardziej zżyty zakątek naszej planety.
Santa Cruz del Islote, fot. Shutterstock

Santa Cruz del Islote – najbardziej zatłoczona wyspa świata

Santa Cruz del Islote to niewielka, sztuczna wyspa na Morzu Karaibskim, położona u wybrzeży Kolumbii. Choć jej powierzchnia to zaledwie 2,4 akra, mieszka tu nawet 1200 osób. To czyni ją najbardziej zatłoczonym miejscem na świecie. Na wyspie znajduje się 97 domów i cztery wąskie uliczki – nie ma tu miejsca na samochody, motocykle czy rowery. Wszystkie dystanse pokonuje się pieszo lub łodzią.

Jak powstała Santa Cruz del Istote?

Historia wyspy sięga lat 60. XIX wieku, kiedy to rybacy z Cartageny i Tolú zaczęli wykorzystywać niewielką mieliznę jako miejsce odpoczynku podczas połowów oraz schronienie przed burzami. Z czasem zdecydowali się osiedlić tam na stałe. Decydującym czynnikiem była nieobecność komarów, co wynikało z braku plaż i lasów namorzynowych. Aby zwiększyć dostępną przestrzeń, pierwsi osadnicy stopniowo rozbudowywali wyspę, używając materiałów dostarczanych przez morze: muszli, pni drzew, piasku, koralowców, kamieni, a nawet odpadów. Nazwa wyspy, oznaczająca „Święty Krzyż”, pochodzi od cementowego krzyża, który pewnego dnia został wyrzucony na brzeg przez fale. Mieszkańcy umieścili go w centrum osady.

Najmniejsza zamieszkana wyspa świata. Zmieścił się na niej tylko dom i jedno drzewo
Wyspa, na której stoi tylko dom i drzewo? To nie żart. Just Enough Room Island w stanie Nowy Jork to prawdziwy fenomen, który od lat przyciąga uwagę turystów i miłośników ciekawostek z całego świata.

Życie w rytmie wyspy

Mieszkańcy Santa Cruz del Islote to jedna wielka rodzina – dosłownie. Wszyscy wywodzą się z około 45 rodzin, a anonimowość nie istnieje. Przestępczość jest tu praktycznie zerowa, nikt nie zamyka drzwi na klucz, a policja nie jest potrzebna. Wieczory spędza się wspólnie na rozmowach lub oglądaniu telenowel. Warunki mieszkaniowe są niezwykle trudne: w jednym pokoju często nocuje aż 10 osób, dzieląc między sobą trzy łóżka, a ubrania zajmują każdą dostępną przestrzeń, ponieważ brakuje miejsca na szafy. Budynki są ustawione tak blisko siebie, że czasami jedyną drogą na drugą stronę wyspy jest …  przejście przez dom sąsiada.

Wyspa nie oferuje wygód znanych z kontynentu. Brakuje kanalizacji, bieżącej wody i stałego prądu. Prąd dostarczają generatory i panele słoneczne, a woda pitna przypływa wojskowymi łodziami co kilka tygodni. Odpady komunalne są wywożone nieregularnie, a mieszkańcy często sami organizują ich transport na sąsiednie wyspy.

Lekarz raz na dwa tygodnie

Na wyspie działa tylko jeden ośrodek medyczny z jedną pielęgniarką, a lekarz pojawia się co dwa tygodnie. W nagłych przypadkach mieszkańcy wspólnie opłacają łódź do najbliższego miasta na lądzie. Aż 60 proc. populacji stanowią dzieci. Edukacja kończy się na 10 klasie, więc młodzi, którzy chcą się dalej uczyć, muszą opuścić wyspę. Wielu jednak wraca, by pomagać rodzinom w rybołówstwie lub turystyce. Tysiące gości przypływają tu, by zobaczyć niezwykłe życie na wyspie, popływać z żółwiami morskimi i poznać lokalną kulturę.

Przyszłość wyspy pod znakiem zapytania

Santa Cruz del Islote leży zaledwie dwa metry nad poziomem morza. Wraz ze wzrostem poziomu oceanów, mieszkańcy coraz częściej doświadczają zalewania domów podczas przypływów. Według prognoz do 2050 roku poziom morza może wzrosnąć o 30 centymetrów, co może zagrozić istnieniu wyspy.

CZYTAJ TEŻ: Morze nagle się rozstępuje i odsłania ukrytą drogę. Masz tylko 60 minut, zanim woda wróci

Źródło: rmf24, national-geographic.pl

Czytaj dalej: