Trischen: najbardziej tajemnicza wyspa świata? Jest bezludna przez 5 miesięcy w roku

Ma zaledwie 400 lat, ale już przebyła dziesięć kilometrów. Trischen, niewielka wyspa u wybrzeży Niemiec, to geologiczny fenomen – nieustannie w ruchu, nieprzewidywalna i niemal całkowicie zamknięta dla ludzi. Przez pięć miesięcy jest całkowicie bezludna, a przez pozostałą część roku ma tylko jednego lokatora, któremu raz w tygodniu statkiem jest dostarczane jedzenie.
Wyspa Trischen na Morzu Wattowym, fot. Shutterstock/Agami Photo Agency

Narodziny niezwykłej wyspy

Gdzieś na północnym-zachodzie Niemiec, wśród zdradliwych prądów i zmiennych pływów Morza Wattowego, leży Trischen – niewielka wyspa, która z geologicznego punktu widzenia jest prawdziwym sprinterem. Najpewniej powstała ponad 400 lat temu, a po raz pierwszy jej istnienie odnotowano w dokumentach z 1610 r.

Zrodziła się z piasku, który przez wieki osadzał się na przybrzeżnych łachach, niesiony przez fale i wiatr. Od tego czasu Trischen nie przestaje zadziwiać naukowców. Powierzchnia wyspy wynosi obecnie około 180 ha, ale nie to jest jej największym wyróżnikiem. Prawdziwą sensacją jest jej ruch – wyspa każdego roku przesuwa się nawet o 35 m w stronę wybrzeża, co czyni ją, według geologów, „najszybszą wyspą na świecie”.

Ten nieustanny marsz w kierunku lądu to efekt nieustających sił natury – przypływów, wiatrów i fal, które nie tylko przenoszą piasek, ale nieustannie modelują kształt i położenie wyspy. W ciągu czterech stuleci Trischen przesunęła się już o 10 km na wschód. Jeśli nie zwolni tempa, za 400 lat połączy się z lądem w pobliżu miejscowości Büsum.

Wyspa Trischen w Niemczech, fot. Shutterstock/studioverde

Trischen, wyspa nie do okiełznania

To miejsce szybko stało się celem myśliwych i turystów, którzy nie tylko polowali na ptaki, ale i plądrowali ich gniazda. W modzie były nawet wycieczki, podczas których pozwalano zwiedzającym do nich strzelać! Ten niechlubny rozdział zamknięto na początku XX w., gdy w 1909 r. Trischen została uznana za rezerwat ptaków.

Pierwszy dom powstał na wyspie dopiero w 1895 r. Prusy dzierżawiły ją jako pastwisko dla owiec. Rok później zamieszkał na niej Theodor Frenseen, brat pisarza Gustava Frensenna, który co jakiś czas go odwiedzał, a wyspę opisał na kartach swojej powieści pt. „Die drei Getreuen ”.

Wyspa nie dała się jednak okiełznać człowiekowi i robiła wszystko, byle tylko uniknąć kolonizacji. Gdy próbowano na niej uprawiać role, fale sztormowe raz po raz zalewały uprawy. Dodatkowo nieustannie zmieniała swoje położenie, nie pozwalając, by ktokolwiek zamieszkał na niej na stałe. Próbowano ją jeszcze zasiedlić w 1920 r., ale ponownie odniesiono klęskę.

W ciągu kolejnych kilkudziesięciu lat imano się jeszcze różnych pomysłów. Rozpoczęto budowę domu dziecka dla dziewcząt, chciano otworzyć tam także kolonię artystów. W 1947 r. na wyspie zamieszkało małżeństwo z dziećmi, ale kiedy i oni ją opuścili, wreszcie dano wyspie spokój, pozostawiając ją na dobre w rękach natury.

Jezioro-meduza. Wszystkie swoje ofiary przemienia w kamień
Na północy Tanzanii, tuż przy granicy z Kenią, rozciąga się jedno z najbardziej niezwykłych jezior świata – Jezioro Natron. To płytki, gorący i wyjątkowo zasadowy zbiornik wodny, który w ostatnich latach przyciąga uwagę naukowców,...

Ludzie tu to tylko chwilowi goście

Dzisiaj ludzie praktycznie nie mają tu wstępu. Nawet naukowcy nie mogą wjechać tam „ot tak”, a muszą mieć pozwolenie. Jedyna osoba, która może legalnie tam przebywać, to strażnik ptaków. Od marca do października mieszka samotnie w chatce na palach, korzystając wyłącznie z energii słonecznej.

Jego zadaniem jest dokumentowanie lęgów ptaków, monitorowanie gatunków i obserwacja ptasich migracji. W ciągu tych siedmiu miesięcy, które spędza na wyspie, nie wraca na ląd. Zapasy jedzenia i pocztę raz w tygodniu przypływają do niego statkiem.


Źródło: Onet

Czytaj dalej: