Nie tylko Komenda. Sprawa Piotra Pytla
W marcu 2004 roku Piotr Pytel, Tomasz L. (w trakcie śledztwa okazało się, że to Tomasz W.) i Zenon P. (dane zmienione) zaplanowali kradzież obrazu z galerii przy Brienner Straße w Monachium. To wszystko miało wydarzyć się na zlecenie tajemniczego kolekcjonera. „Robota” jednak znacznie opóźniała się przez remont budynku – mężczyźni postanowili więc okraść prostytutkę. Tak znaleźli Ecaterinę I., która z klientami spotykała się we własnym mieszkaniu. Według wyroku po tym, jak kobieta otworzyła drzwi, Tomasz L., zadał jej ciosy w głowę. Gdy straciła przytomność, mężczyzna zakleił jej otwory oddechowe i skrępował ręce. Pytel miał wtedy przyglądać się wszystkiemu i pilnować mieszkania. Po zbrodni Tomasz L. zbiegł. Udało się go złapać dopiero po wielu latach.
Zenon P., kierowca, został złapany jako pierwszy i zgodził się na współpracę z policją. Kolejny został zatrzymany Pytel. Przyznał się tylko do planowanej kradzieży, o śmierci kobiety miał dowiedzieć się z radia – według wyjaśnień nie wszedł nawet do mieszkania. Proces trwał dwa miesiące, Pytel został skazany na dożywocie. Przesłuchiwany później Tomasz L. potwierdził, że w chwili ataku na kobietę, Pytel był poza mieszkaniem i o niczym nie wiedział. Tomasz L. przyznał, że tylko on odpowiada za śmierć kobiety. Otrzymał wyrok 9 lat i 3 miesięcy, który już odsiedział.
Dla niemieckiego wymiaru sprawiedliwości nie ma żadnego znaczenia, czy Piotr Pytel był w mieszkaniu, czy nie, ani czy wyrządził Ecaterinie I. krzywdę. To nieprawdopodobne – czytamy w książce „Adwokat diabłów”.
Piotr Pytel na wolność czekał ponad dwie dekady, do 22 czerwca b.r. To wtedy Prokurator Generalny podjął decyzję o wstrzymaniu kary na czas trwającej procedury ułaskawieniowej. Do uwolnienia mężczyzny doprowadził Paweł Matyja, który zajął się jego sprawą.
Czy w polskich więzieniach są niewinnie osadzeni ludzie?
O to, czy polski wymiar sprawiedliwości skazuje niewinnych częściej niż się społeczeństwu wydaje, pytamy adwokata specjalizującego się w procesach karnych i autora książki „Adwokat diabłów. Opowieści z samego dna sądowego piekła” – Pawła Matyję.
- Z mojego doświadczenia wynika, że niewinnych ludzi skazuje się częściej, niż społeczeństwo chciałoby wierzyć. Społeczeństwo potrzebuje przecież wiary w nieomylność państwa tak samo, jak dziecko potrzebuje wiary, że dorośli zawsze wiedzą, co robią. Sprawa Tomasza Komendy pokazała, że jest inaczej – na chwilę wszyscy zobaczyli, jak bardzo system potrafi się mylić. A potem wielu znów odwróciło wzrok, bo łatwiej żyć w przekonaniu, że to był wyjątek, a nie reguła.
Ilu niewinnych może odsiadywać teraz niesłuszne wyroki? Jak tłumaczy nasz rozmówca, liczba jest trudna do oszacowania: – Z pewnością nie są to odosobnione przypadki. Być może dziesiątki. Być może setki. Dokładnych statystyk brak – mówi.
Tylko czy nie wystarczy jeden człowiek zamknięty na lata za cudzą zbrodnię, by stracić wiarę w tak działający system? Zwłaszcza, gdy nie widać żadnej refleksji, gdy tego rodzaju przypadki ujrzą światło dzienne? Wszak sprawa Tomasza Komendy nie spowodowała żadnej zmiany jakościowej w wymiarze sprawiedliwości. Bo jaką? – pyta.
„W naturę ludzką wpisane są błędy…”
Adwokat wyjaśnia, że „system jest toczony przez błędy niczym rak”. Wpływ na to mają rutyna, pośpiech, pokusa śledczych, by wierzyć w swoją nadludzką intuicję, a także presja ze strony mediów, często widzących tylko wycinek procesowej rzeczywistości.
Śledczy czasem nie szukają prawdy, a potwierdzenia własnych teorii... Do tego dochodzi całkowity brak bezkarności osób podejmujących kluczowe w tym systemie decyzje, czyli sędziów i prokuratorów. Czy to jest recepta na sprawiedliwość? Nie sądzę. Ubolewam, że tylko na taką coraz częściej stać nasze państwo.
Czy adwokata mogą przerażać jakieś elementy wymiaru sprawiedliwości? Paweł Matyja podkreśla, że trzeba mieć świadomość, że „wymiar sprawiedliwości nie jest maszyną i tworzą go ludzie”. A ludzie są różni, niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie. Są „zmęczeni, ambitni, omylni, czasem obojętni”.
- Trzeba mieć tego świadomość. Mieć pokorę i świadomość tego, że w naturę ludzką wpisane są błędy i popełniamy je każdego dnia – podkreśla.
Co zrobić, by system działał lepiej?
Ekspert zapytany o to, co chciałby zmienić w tym mechanizmie, powiedział, że pragnąłby zobaczyć w systemie więcej pokory – w końcu jedną błędną decyzją można zniszczyć człowiekowi życie.
W sprawach karnych państwo operuje najcięższą bronią, jaką posiada – może odebrać wolność, godność, czas, rodzinę, życie. A mimo to zbyt często działa tak, jakby błędy były tylko statystyką, a nie ludzką tragedią. Jak gdyby… nic się nie stało. Bo przecież każdy system ma jakieś błędy – stwierdza Matyja.
O rozmówcy:
Paweł Matyja to adwokat specjalizujący się w sprawach karnych, procesach poszlakowych, przestępczości zorganizowanej i przestępczości tak zwanych „białych kołnierzyków”. Obrońca w wielu głośnych procesach kryminalnych. Był pełnomocnikiem m.in. Tomasza Komendy czy Leszka Pękalskiego. Obrońca m.in. Ryszarda Boguckiego, Roberta Majchera okrzykniętego „Hannibalem Lecterem”, Jana Ptaszyńskiego, czy skazanego w Niemczech na dożywocie Piotra Pytla w głośnej walce o ułaskawienie. Współzałożyciel Fundacji Dowód Niewinności.

