Była muzą malarzy, jej szczątki wyłowiono z rzeki. Prawda o zbrodni na „Pięknej Zośce” mrozi krew w żyłach

Słynna muza krakowskich malarzy, uwielbiana przez artystów Młodej Polski, zginęła w tragicznych okolicznościach z rąk własnego męża. Choć w powszechnej opinii przez lata królowała opowieść o zazdrosnym małżonku, który nie mógł znieść kariery żony, dokumenty sądowe z lat 20. XX wieku odsłaniają zupełnie inną prawdę. W swojej najnowszej książce „Nieugięte. Jakie naprawdę były wiejskie kobiety” genealożka Aneta Godynia sięga po archiwalne akta spraw i ukazuje historię Zofii Paluchowej z zupełnie nowej perspektywy — jako wstrząsający obraz przemocy domowej, chciwości oraz niezwykłej odwagi wiejskiej kobiety, która postanowiła walczyć o swoje prawa.
Prawda o zbrodni na „Pięknej Zośce” przeraża, fot. Shutterstock, Piotr Stachiewicz/domena publiczna

W powszechnej opinii na dawnej wsi rozwody właściwie nie istniały. W końcu zadeklarowanie chęci rozejścia się z małżonkiem ściągało na całą rodzinę ostracyzm społeczny. Związek małżeński uchodził za coś świętego, co rozłączyć może jedynie Bóg. Akta sądowe pokazują jednak zupełnie inny obraz wiejskiej rzeczywistości z początku XX wieku. Wbrew chłopi również się rozstawali, korzystając z konkretnych dróg prawnych — między innymi z separacji. Oczywiście takie decyzje wiązały się z ogromnym tabu obyczajowym, ale nie oznacza to, że nikt się na nie nie decydował.

Aneta Godynia w książce „Nieugięte. Jakie naprawdę były wiejskie kobiety” sięga do dokumentów sądowych, które pokazują życie chłopek z zupełnie nowej perspektywy. Genealożka odtrawia trudne losy kobiet z początku XX wieku. Wiele z nich nie potrafiło czytać ani pisać, ale nie przeszkadzało im to walczyć o swoje prawa — nawet jeśli zamiast podpisu musiały stawiać na dokumentach trzy krzyżyki. Jedną z najbardziej wstrząsających historii, którą zrekonstruować można na podstawie akt sądowych, jest sprawa Zofii Paluchowej, znanej jako „Piękna Zośka”.

„Piękna Zośka” — muza krakowskich artystów

Zofia urodziła się w 1899 roku w Dłubni koło Krakowa. Już jako dziecko zaczęła pozować krakowskim malarzom w tradycyjnym stroju krakowskim. Był to czas fascynacji ludem i folklorem, określanej mianem chłopomanii. Malarze uważali, że Zofia idealnie uosabia wizerunek „krakowskiej dziewczyny”. Jeden z jej portretów, autorstwa Piotra Stachiewicza, od lat można oglądać w Muzeum Krakowskim. Patrząc dziś na te obrazy, trudno uwierzyć w tragiczną historię, jaka stała się jej udziałem.

Zofia Paluchowa, fot. Piotr Stachiewicz/domena publiczna
źródło: Zofia Paluchowa, fot. Piotr Stachiewicz/domena publiczna

Kariera modelki wygasła po ślubie z Maciejem Paluchem w 1921 roku. Dwunastokilometrowa droga z wiejskiego gospodarstwa do Krakowa stawała się uciążliwa, tym bardziej że w ciągu sześciu lat małżeństwa Zofia czterokrotnie zachodziła w ciążę. Choć przypuszczano, że powodem rezygnacji z pozowania malarzom mogła być niechęć męża do jej kontaktów z artystami, Maciej podczas przesłuchań stanowczo temu zaprzeczał, twierdząc nawet, że sam pozował zarobkowo. Co zatem doprowadziło do tego, że 15 maja 1927 roku 28-letnia Zofia została brutalnie zamordowana?

Małżeństwo naznaczone przemocą

Relacje świadków zebrane podczas procesu pokazują, że małżeństwo Zofii i Macieja od początku było naznaczone przemocą. Kobieta miała być bita i wielokrotnie słyszeć groźby śmierci. „Maria wspominała, że zięć wyzywał jej córkę, groził jej śmiercią, a nawet próbował ją dusić.”

Pod naciskiem męża, w nadziei, że poprawi to sytuację, Zofia przepisała mu jedną czwartą majątku wniesionego przez siebie w posagu. Z zeznań członków rodziny wynikało również, że Maciej zmuszał żonę do współżycia. Nie oszczędzał jej nawet w połogu. Według relacji jej matki: „przez krótki czas się ustatkował, ale później ponownie począł przezywać i bić córkę, a nawet znęcać się nad nią do tego stopnia, że gdy po porodzie kleszczowym doznała rozdarcia krocza, obwiniony bezpośrednio po zeszyciu krocza chciał mieć z nią stosunek, a gdy córka się wzbraniała, mimo to obwiniony w tym stanie przemocą z nią spółkował”.

Dziś takie zachowania określilibyśmy jako przemoc seksualną i gwałt małżeński. W latach 20. XX wieku pojęcia te nie funkcjonowały jednak w społecznej świadomości. Kobieta, która mówiła o przemocy, ryzykowała potępienie i oskarżenia o niewywiązywanie się z obowiązków żony. Skala krzywd wyrządzonych kobiecie była jednak na tyle duża, że rodzina przerwała milczenie, nazwała przemoc po imieniu i poszła do sądu, co należało wtedy, w rzeczywistości wiejskiej XX wieku, do aktu wielkiej odwagi i przełamania dużego tabu.

Zofia wielokrotnie szukała pomocy już dużo wcześniej. Jej rodzina próbowała interweniować u Macieja, a sama kobieta zgłaszała jego agresywne zachowania lokalnym władzom. Z dokumentów wynika, że bezskutecznie. Mieszkańcy wsi z wójtem na czele bali się Palucha. Mężczyzna miał w przeszłości spalić gospodarstwo należące do człowieka, który nie chciał oddać mu córki za żonę. Z czasem zaczęła się go obawiać również rodzina Zofii. Maciej miał wielokrotnie bić jej matkę oraz szwagrów, którzy próbowali stawać w obronie żony kata.

Separacja i próba odzyskania majątku

Po pięciu latach małżeństwa przepełnionego przemocą Zofia złożyła wniosek o tak zwaną separację od stołu i łoża. Sąd przychylił się do jej żądania. Kobieta otrzymała zgodę na osobne zamieszkanie, a na Macieja nałożono obowiązek płacenia alimentów na dzieci. Zofia zamieszkała w Krakowie. Nie powstrzymało to jednak męża przed stosowaniem wobec niej przemocy. Z pierwszego mieszkania kobieta została usunięta przez właścicielkę z powodu częstych wizyt awanturującego się Macieja. O tym, jak bezkarnie czuł się Paluch niech świadczą zeznania świadków z drugiego lokum Zofii, w którym mąż również nachodził żonę i nadal stosował wobec niej przemoc.

„Przybywszy furmanką do Krakowa przed mieszkanie swej żony, zażądał stanowczo, by Paluchowa oddała mu dzieci i sama z nimi powróciła do Dłubni, a gdy Paluchowa wrócić nie chciała, wówczas Paluch gwałtem wyniósł dzieci i powrzucał na wóz, a następnie chwycił Paluchową w pół i rzucił ją również na wóz, chcąc wywieźć. (…) Paluchowa poczęła krzyczeć o ratunek. Wtedy Paluch ściągnął ją gwałtownie za włosy z wozu na ziemię, powalił ją na wznak i trzymając oburącz wozu, skakał po niej, mówiąc „ja cię tu, kurwo, muszę zabić”.

Zofia wiedziała, że po odejściu z gospodarstwa nie jest w stanie utrzymać rodziny. Dlatego domagała się również odwołania darowizny, którą — jak wynikało z akt — miała przekazać mężowi pod presją. Kwestia ta nie została jednak nigdy rozstrzygnięta prawnie. Trzy dni przed posiedzeniem sądu zaniepokojona matka Zofii zawiadomiła prokuraturę o zaginięciu córki.

Weszła do domu męża i już z niego nie wyszła

Mimo że mieszkała już w Krakowie, Zofia co kilka dni wracała do gospodarstwa na wieś po jedzenie dla dzieci, co należało jej się ze wspólnie prowadzonego dotychczas gospodarstwa. Zjawiała się tam również po to, aby odbierać od męża zasądzone mu alimenty.

Kilka dni przed śmiercią ponownie udała się do jego domu. Maciej powiedział jej, żeby przyszła za kilka dni — wtedy, jak tłumaczył, miał odzyskać pieniądze od swojego dłużnika. Zofia nie miała innego wyjścia i zgodziła się.

15 maja 1927 roku pojawiła się przed domem męża. Sąsiedzi zeznali później, że widzieli, jak została przez niego wciągnięta do środka. Nikt nie zauważył jednak, by kiedykolwiek wyszła z powrotem z chałupy. Zachowanie Macieja po zaginięciu żony wzbudziło podejrzenia mieszkańców. Mężczyzna, który wcześniej miał nie angażować się w prace gospodarskie i wprost nazywany był przez otoczenie leniem, przez dwa dni szorował na zewnątrz skrzynię, w której kobiety na wsi zwykły przechowywać swoje wiano. Dokładnie wysprzątał również izbę — choć, jak zeznawali świadkowie, wcześniej nigdy tego nie robił.

Śledczy po zawiadomieniu prokuratury przez matkę, znając przeszłość Palucha, szybko pojawili się w jego domu. Znaleźli tam niedomyte ślady krwi. Ciała Zofii jednak nie było.

Makabryczne odkrycia nad rzeką

Jeszcze tego samego dnia, w rzece oddalonej od domu o około 800 kroków, znaleziono fragment kobiecej piersi. Później wyłowiono z niej jeszcze między innymi żołądek, śledzionę i jelita.

„Trzeciego dnia (...), tuż obok rzeki, znaleziono ludzkie płuca, pocięte na kawałki i przysypane ziemią. Nazajutrz mieszkańcy wsi znaleźli w rzece prawe udo, dwa podudzia ze stopami oraz jedno ramię” — opisano w aktach sprawy.

Zakład Medycyny Sądowej w Krakowie potwierdził, że wszystkie fragmenty należały do młodej kobiety. Stan ich rozkładu wskazywał, że była to zaginiona Zofia Paluchowa. Z dokumentów policyjnych wynika, że Maciej miał zabić żonę w domu, a następnie w nocy przenieść jej ciało do stajni i poćwiartować. Fragmenty ukrył w skrzyni, wywiózł wozem nad rzekę i zatopił.

Zofia Paluchowa, fot. Piotr Stachiewicz/domena publiczna
źródło: Zofia Paluchowa, fot. Piotr Stachiewicz/domena publiczna

Proces i wyrok

9 grudnia 1927 roku Maciej Paluch został skazany na 15 lat więzienia. Po apelacji karę zmniejszono do 12 lat. Prasowe relacje sugerowały, że motywem zbrodni była zazdrość o „karierę żony jako modelki”. Taka historia dobrze pasowała do sensacyjnych nagłówków. Problem w tym, że — jak wynika z akt sądowych — nie znajdowała potwierdzenia w zeznaniach świadków.

Prawdziwy motyw zbrodni na „Pięknej Zośce”

Dokładna analiza dokumentów sądowych pokazuje, że opowieść o zazdrosnym mężu niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Śledczy wskazywali na dwa znacznie bardziej prawdopodobne motywy. Po pierwsze, Maciej obawiał się, że po rozprawie straci majątek przekazany mu przez żonę. Po drugie, mógł chcieć zemścić się na Zofii za odejście i odmowę powrotu.

Kobieta miała wielokrotnie powtarzać, że mimo separacji nie zamierza wrócić do męża. Znała również jego tajemnice, w tym sprawę podpalenia gospodarstwa. Według relacji świadków Paluch groził jej śmiercią, jeśli ujawni informacje na jego temat. Nadchodząca rozprawa mogła oznaczać dla niego nie tylko utratę domu i majątku, ale również ryzyko aresztowania w związku z wcześniejszym podpaleniem. To właśnie te okoliczności — a nie zazdrość o pozowanie artystom — doprowadziły zdaniem sądu do zbrodni.

„Piękna Zośka” w kulturze

Wizerunek Zofii Paluchowej przetrwał na obrazach, ale z czasem jej historia zaczęła żyć także poza muzeami. Jej losy stały się między innymi inspiracją dla spektaklu „Piękna Zośka” Teatru Wybrzeże, który później pokazano również w Teatrze Telewizji. Dzięki temu postać modelki krakowskich malarzy trafiła do współczesnej kultury nie tylko jako symbol młodopolskiej fascynacji folklorem, lecz także jako bohaterka opowieści o swoim własnym, tragicznym życiu.


Wszystkie cytaty pochodzą z książki: „Nieugięte. Jakie naprawdę były wiejskie kobiety”, wydawnictwo: Znak Horyzont


O autorce książki:

Aneta Godynia - genealożka. Od lat bada historie rodzin w archiwach i pomaga odnajdywać krewnych rozdzielonych przez wojny, migracje i dziejowe zawirowania. Swoją pracą przywraca pamięć, więzi i poczucie przynależności. Zbudowała jedną z największych w Polsce społeczności internetowych skupionych wokół genealogii i mikrohistorii - Galicyjskie Drzewo, gdzie pokazuje codzienne życie naszych przodków. Autorka książek: „Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali” i „Nieugięte. Jakie naprawdę były wiejskie kobiety”.