Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Kora nie zostawiła testamentu i jak wyglądały jej ostatnie lata życia.
- Jak Kamil Sipowicz wspierał żonę w walce z chorobą nowotworową.
- Jak rozmawiać i jak być obok osoby ciężko chorej.
Kamil Sipowicz o Korze: „nigdy w życiu nie powiedziała, że się boi śmierci”
Kamil Sipowicz był gościem Pauliny Sawickiej w specjalnym programie „Ale zanim pójdę...”. Mąż artystki opowiedział o codziennym wsparciu osoby z nowotworem i o ostatnich latach życia Kory.
Kora i Kamil Sipowicz byli razem ponad 40 lat, a ich związek przeszedł przez wiele prób. W 2013 roku artystka usłyszała od lekarzy diagnozę: rozsiany rak jajnika z przerzutami do otrzewnej. Przeszła operacje, liczne chemioterapie, a w 2016 roku osiągnęła remisję. Jej stan pogorszył się w 2018 roku. Zmarła 28 lipca w otoczeniu rodziny i przyjaciół w domu na Roztoczu. Przez cały ten czas, jak wspomina Sipowicz, nie rozmawiali jednak o odejściu.
Ja z Korą nie rozmawiałem o ten temat, ponieważ panicznie bałem się z nią rozmawiać o śmierci.
„Ta śmierć była cały czas między nami, to po co jeszcze o niej gadać, prawda? Jak żeśmy z nią walczyli? No ona była z tyłu umysłu. Po co werbalizować, prawda?” - wyznał Sipowicz w rozmowie z Pauliną Sawicką.
Dlaczego Kora nie zostawiła testamentu? Mąż artystki przyznaje: „nie chciałem jej martwić”
Brak rozmów o śmierci doprowadził do tego, że Kora nie zostawiła testamentu. „Może przyjaciółka powinna Korę namówić, nie ja. Nie ten, który się zajmuje, jest blisko i jest w pewnym sensie cały czas pod linią ostrzału”. Kamil Sipowicz przyznaje, że nie był w stanie podjąć tej trudnej rozmowy, co do dziś skutkuje wieloma formalnościami i wizytami w sądach.
Nie chciałem jej martwić. Dlatego Kora nie zostawiła testamentu i jestem w tej chwili w dość przykrej sytuacji... Muszę bardzo często odwiedzać sądy. Sprawy nie zostały uporządkowane i właściwie po tej śmierci powinienem trochę odpocząć. I nie jestem w stanie odpocząć, bo no...
Jak wesprzeć osobę chorą na nowotwór? „Śmierć była cały czas między nami”
Codzienne wsparcie i obecność okazały się kluczowe w walce z nowotworem. „Nie można usiąść i rozpaczać, i płakać, i myśleć o śmierci, bo w tej chwili człowiek sam się załamie i nic nie zdziała. Tu naprawdę trzeba dużo działać. To nie jest proste” - podkreśla mąż artystki. Kora mimo choroby nie rezygnowała z życia publicznego - występowała m.in. w „Must Be the Music”. Dla niej to była forma terapii.
To jej dawało ogromną siłę. Ludzie, którzy takie rzeczy robią, odradzają, popełniają wielki błąd, jeżeli ktoś chce coś robić. Dla mnie to było bardzo ważne, to „Must Be the Music”.

Kora w 2016 roku, fot. Gałązka/AKPA
Zdaniem Sipowicza najważniejsze jest myślenie o drugiej osobie i wspieranie jej decyzji.
Mówienie komuś, żeby odpoczął, żeby... zupełnie bez sensu. Trzeba myśleć o tej drugiej osobie, a nie o sobie.
Kora do końca pozostała odważna i otwarta. „Nigdy w życiu nie powiedziała, że się boi śmierci, umierania. Mówiła, że chce żyć, ale nie robiła żadnych scen. Śmiała była, po prostu odważna, z otwartą przyłbicą” - wspomina jej mąż.
