Poplista

1
Kaśka Sochacka Szum
2
Dua Lipa Illusion
3
Sylwia Grzeszczak och i ach

Co było grane?

18:28
Purple Disco Machine / Benjamin Ingrosso / Nile Rodgers / Shenseea Honey Boy
18:32
Feel A gdy jest już ciemno
18:36
Pink All Out Of Fight

Grochola po kłótni z Szelągowską trafiła do szpitala. "Chyba potrzebowałyśmy mocnych wrażeń"

Katarzyna Grochola, by dostać się do córki, wybiła ręką szybę. Po wszystkim musiała jechać do szpitala. Kiedy wróciła do domu, zastała niespodziewany widok. "Postanowiła zatrzeć złe wrażenie" - opowiada w nowym wywiadzie.

Katarzyna Grochola o kłótniach z córką

Katarzyna Grochola i Dorota Szelągowska nigdy nie ukrywały, że ich relacje dawniej były bardzo burzliwe. Choć dziś matkę i córkę łączy niezwykle silna więź, w przeszłości zdarzało im się spierać i kłócić. O jednej z takich historii, która zakończyła sie wizytą w szpitalu, opowiedziały razem w nowej rozmowie z „Vivą”. Przytoczyły ją w nawiązaniu do jednego z wcześniejszych wywiadów, kiedy Grochola mówiła, że „kiedyś rzucały w siebie patelniami”. Do wszystkiego doszło w wigilię Bożego Narodzenia.

Wtedy mama kazała mi sprzątać, a ja nie miałam akurat ochoty. Zamknęłam się w pokoju, a ona postanowiła dostać się do środka, wybijając ręką szybę. Chyba potrzebowałyśmy mocnych wrażeń – wspomina Szelągowska.

Opowieść postanowiła rozwinąć sama Grochola, bo – jak stwierdziła – „tę historię należy opowiedzieć bliznami”. Pisarka przyznała, po wigilijnej utarczce musiała odwiedzić lekarza. Gdy od niego wróciła, a emocje zdążyły opaść, czekała na nią niespodzianka.

Ty mówisz ogólnikami, a tę historię należy opowiedzieć bliznami (śmiech). Gdy rozwaliłam sobie rękę, zadzwoniłam po sąsiada. Przyszedł (…) i założył mi opatrunek. Gdy wróciłam ze szpitala, całe mieszkanie aż lśniło, bo moja córka postanowiła zatrzeć złe wrażenie. Upiekła nawet sernik – zdradziła Grochola.

„Czasem dziecko potrzebuje wstrząsu”

Obie mówią dziś zgodnie, że ich relacja musiała dojrzeć, co zaś nie wydarzyłoby się bez terapii. Wcześniejsze konflikty Szelągowska oceniła w „Vivie” jako „wynik tego, co wydarzyło się w przeszłości”.

Czasem dziecko potrzebuje wstrząsu, gdy granica przesuwa się zbyt daleko. Mama i ja raniłyśmy się mocno słowami. Dopiero teraz, gdy obserwuję naszą relację, widzę, że wtedy była w takim momencie życia, w takich emocjach i w depresji – tylko wtedy nie nazywało się tego po imieniu – że nie umiała inaczej. I na tamtą chwilę była najlepszą matką, jaką mogła być – podsumowała projektantka wnętrz.

Sama byłam poranionym dzieckiem, więc sytuacje, w których byłam raniona przez własną córkę, sprawiały, że występowałam z pozycji tego dziecka, które było poturbowane, a nie matki. Zdałam sobie z tego sprawę dużo później – dodała zaś Grochola.

Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca!

Polecamy