Robin Williams uważał go za swoje dzieło życia. Prawie nikt dziś nie pamięta o tym filmie

Robin Williams – jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów i komików XX w. – przez lata zachwycał widzów swoimi rolami, lecz niewielu pamięta, że przełom w jego karierze nie przyszedł od razu. Wśród mniej znanych produkcji znajduje się film, który sam Williams określił jako swoje „najlepsze dzieło”. Mowa o „Moskwie nad rzeką Hudson” z 1984 roku, gdzie aktor miał okazję pokazać pełnię swojego talentu, łącząc dramat z komedią i zaskakując publiczność zupełnie nowym obliczem.
zdj. ilustracyjne, fot. Photoshot, źródło: PAP
  • Robin Williams uznał film „Moskwa nad rzeką Hudson” za swoje najlepsze dzieło, mimo że film jest dziś niemal zapomniany.
  • Aktor przygotowywał się do roli z niezwykłą starannością, ucząc się gry na saksofonie i pracując nad każdą sceną z osobna.
  • Film opowiada o radzieckim muzyku, który decyduje się na ucieczkę do Stanów Zjednoczonych, stając przed wyzwaniami nowego życia.
  • Odwiedź stronę główną RMF FM.

Droga Robin Williamsa do wielkiej kariery

Choć dziś trudno wyobrazić sobie świat kina bez Robina Williamsa, jego droga na szczyt nie była usłana różami. Po sukcesach na scenie stand-upowej i w serialu „Mork & Mindy”, Williams nie od razu zdobył uznanie jako aktor filmowy. Jego debiut w pełnometrażowym filmie nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, a sam aktor pozwał twórców za nieuczciwą promocję, która wykorzystywała jego rosnącą popularność.

Pierwsza główna rola w „Popeye” Roberta Altmana również nie okazała się przełomem – produkcję trawiły liczne problemy, a Williams nie mógł w pełni rozwinąć skrzydeł. Kolejne filmy, jak „Świat według Garpa”, nie pozwalały mu na improwizację, z której słynął. Dopiero rola w „Good Morning, Vietnam” przyniosła mu nominację do Oscara i otworzyła drzwi do wielkiej kariery.

„Moskwa nad rzeką Hudson” – film, który był dla Williamsa wyjątkowy

Wśród wcześniejszych produkcji, które dziś są rzadko wspominane, szczególne miejsce w sercu aktora zajmowała „Moskwa nad rzeką Hudson” w reżyserii Paula Mazursky’ego. Williams wcielił się w postać Władimira Iwanowa – radzieckiego saksofonisty, który podczas wizyty w Nowym Jorku decyduje się na ucieczkę do USA. Film będący połączeniem dramatu i komedii ukazuje nie tylko szok kulturowy, ale i trudności związane z podjęciem decyzji o całkowitej zmianie życia.

Williams przygotowywał się do roli z ogromnym zaangażowaniem – nauczył się grać na saksofonie, choć jak sam przyznał, jego umiejętności nie były wystarczające do nagrania ścieżki dźwiękowej. 

Zacząłem fatalnie, ale potem było już nieźle. Grałem we wszystkich scenach, ale ostatecznie muzyka została nagrana przez profesjonalistę, bo miałem zbyt mało czasu na naukę

 – wspominał aktor.

Dlaczego „Moskwa nad rzeką Hudson” była dla Williamsa tak ważna?

Robin Williams nie ukrywał, że praca nad tym filmem była dla niego wyjątkowo wymagająca i satysfakcjonująca. „To mój najlepszy film pod każdym względem. Pracowałem nad nim ciężej niż nad jakimkolwiek innym. Przygotowywałem się do każdej sceny wieczorem, by następnego dnia być w pełni gotowym” – mówił Williams.

Choć „Moskwa nad rzeką Hudson” nie jest dziś wymieniana wśród największych dokonań aktora, Williams zawsze był dumny z tej produkcji i swojej roli. Film odniósł umiarkowany sukces kasowy, a krytycy docenili Williamsa za umiejętność połączenia komedii z dramatem i wiarygodne oddanie emocji emigranta w nowym świecie.

Zapomniane arcydzieło odkrywane na nowo

„Moskwa nad rzeką Hudson” to film, który zasługuje na ponowne odkrycie – nie tylko ze względu na niezwykłą rolę Robin Williamsa, ale także uniwersalne przesłanie o poszukiwaniu wolności i tożsamości. Dla samego aktora była to produkcja przełomowa, pozwalająca mu wyjść poza schematy i zaprezentować pełnię swoich możliwości. Warto wrócić do tego obrazu, by zobaczyć, jak rodziła się legenda jednego z największych artystów naszych czasów.

W Polsce film można wypożyczyć za 9,99 zł na AppleTV.

źródło: faroutmagazine.co.uk 

Czytaj dalej: