Pierwsze objawy nowotworu o Joanny Kołaczkowskiej. „To już nas bardzo martwiło”

Joanna Kołaczkowska zmarła w lipcu 2025 roku w wieku 59 lat. U artystki kabaretowej zdiagnozowano glejaka mózgu. Jej syn – Adam – oraz Dariusz Kamys opowiedzieli o pierwszych objawach choroby i jej podejściu do nowotworu.
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF FM? dodaj w Google
Joanna Kołaczkowska miała glejaka mózgu, źródło: PAP
  • ● Joanna Kołaczkowska zmarła w lipcu 2025 roku w wieku 59 lat na glejaka mózgu, a pierwsze objawy choroby zauważono na wiosnę, kiedy zaczęła się szybciej męczyć i skarżyć na bóle głowy.
  • ● Jej bliscy, w tym syn Adam i Dariusz Kamys, opisują, że artystka przyjęła diagnozę z niezwykłym spokojem i łagodnością, bez złości czy rozpaczy.
  • ● Syn Joanny zastanawia się, czy jej spokój wynikał z akceptacji choroby, czy był mechanizmem obronnym.
  • ● Odwiedź stronę główną RMF FM.

Joanna Kołaczkowska miała glejaka mózgu

Joanna Kołaczkowska, uwielbiana przez miliony Polaków artystka kabaretowa, zmarła w nocy z 16 na 17 lipca 2025 roku. Kilka miesięcy wcześniej zdiagnozowano u niej glejaka mózgu. Teraz, w podcaście „W moim stylu” Magdy Mołek, syn Joanny opowiedział o objawach tej choroby. Wspominał, że pierwsze z nich zauważył wiosną. Zaniepokoiła go zmiana w zachowaniu mamy, która szybciej się męczyła i skarżyła się na złe samopoczucie. 

„Pierwszego kwietnia rozmawiałem z nią i ona wtedy powiedziała mi, że od tygodnia ją boli głowa, zwłaszcza jak wstaje, więc tak ciśnieniowo. Zmartwiło mnie, że po obiedzie nie chce iść na spacer, a zawsze chciała iść na spacer. (...) Tydzień później pamiętam, że gadałem z nią przez telefon. Rozmowy z nią wtedy, potrafiliśmy gadać przez dwie godziny, obgadując wszystko od ostatnich nagród Grammy do FAME MMA. Wtedy trzy minuty i ona już miała dość, tak się źle czuła. To dla mnie było dosyć dziwne. Powiedziałem jej wtedy (...), żeby poszła koniecznie do lekarza, do neurologa. Ona powiedziała, że pójdzie w czwartek. No to w piątek miała już wyniki rezonansu czy tomografii. W niedzielę już w szpitalu się spotkaliśmy. To była połowa kwietnia” – mówił. 

Dariusz Kamys przyznał, że zrozumiał jak bardzo poważna jest sytuacja, kiedy zauważył, że Joanna Kołaczkowska nie dawała rady uczestniczyć w próbach. Leki przypisywane przez lekarkę dawały jej ulgę w bólu. 

O skali programu przekonałem się później, kiedy Aśka powiedziała, że nie jest w stanie brać udziału w próbie, co było nie do pomyślenia. (...) To już nas bardzo martwiło. Pojechaliśmy w trasę, ją głowa bolała przez cały czas. Nasza przyjaciółka przepisała jej leki na migrenę i one zadziałały, dały jej uśmierzenie. (...) To też nas uspokoiło.

Joanna Kołaczkowska przyjęła diagnozę ze spokojem

Dariusz Kamys podkreślił że Joanna Kołaczkowska przyjęła diagnozę z niesamowitym spokojem, mimo że od początku brzmiała ona bardzo źle. 

Niesamowite było to, że bardzo spokojnie to przyjęła. To było bardzo takie, aż wręcz dziwne. Nie było w niej ani złości, ani wściekłości.

„Każda z tych emocji byłaby uzasadniona. A w niej był spokój, jakaś taka łagodność, nawet jakiś uśmiech. Chociaż od początku diagnoza była absolutnie beznadziejna. Nie dawała żadnych szans” - mówił. 
 

Syn Joanny nie wie, na ile ten spokój wychodził z akceptacji, a na ile był jej to sposób na przetrwanie tej sytuacji. 

„Zastanawiam się, na ile to była akceptacja, na ile to było wyparcie. Bo ja niestety działam w tych samych mechanizmach, co ona. (...) Ja widziałem, że ona jest taka wyluzowana, że sobie ścięła włosy, że se leży, że co tam mielibyśmy jej siedzieć nad głową, sobie prztykała żartami do nas, ale... Było dla mnie niepokojące to, że nie rozmawiamy o tym. Ani ona nie okazuje żałoby w związku z otrzymaniem takiej diagnozy, ani ja też nie mogę jej o tym powiedzieć. Bo wtedy nie wiadomo, w jaki sposób ona sobie z tym poradzi, że ja się boję. (...)” - tłumaczył. 

Czytaj dalej: