„Klątwa Doliny Węży” – o czym jest?
Film opowiada o pilocie Bernardzie Travenie (Roman Wilhelmi), który kradnie z buddyjskiej świątyni tajemniczą szkatułkę i zostaje przeklęty przez mnicha. Trzydzieści lat później profesor Jan Tarnas (Krzysztof Kolberger) odczytuje mapę, prowadzącą do tajemniczego artefaktu znajdującego się w Dolinie Węży, mającego dać władzę nad światem. Wraz z dziennikarką Christine Jaubert (Ewa Sałacka) bohaterowie wyruszają do Wietnamu, gdzie odkrywają podziemny kompleks pełen węży, niezwykłych posągów i śladów pozaziemskiej cywilizacji. Po zdradzie Travena Tarnas i Christine przeżywają dzięki pomocy mnicha oraz radzieckiego inżyniera Buturlina (Siergiej Desnitski). Tymczasem tajemnicza amfora trafia w ręce organizacji kierowanej przez dyrektora (Mikk Mikiver), a próba jej przetransportowania kończy się zaginięciem samolotu w różowym dymie.
Czytaj: Mateusz Damięcki o roli w „Lalce”. „Dziś Starski mógłby być królem Tindera
Jak powstała „Klątwa Doliny Węży”?
Za reżyserię „Klątwy…” odpowiada Marek Piestrak. Inspiracją do realizacji produkcji stały się opowiadania Roberta Strattona „Hobby doktora Travena”, publikowane w odcinkach w latach 1979–1980 na łamach czasopisma „Przekrój”. Film był odpowiedzią na popularną na Zachodzie serię przygód Indiany Jonesa, granego przez Harrisona Forda. Do produkcji zaproszono sławy polskiego kina i teatru, m.in.: Romana Wilhelmiego, Krzysztofa Kolbergera, Ewę Sałacką czy Leona Niemczyka.
„Klątwa Doliny Węży” była realizowana w trudnych warunkach, przede wszystkim na terenie Wietnamu. Produkcja odniosła duży sukces frekwencyjny: w Związku Radzieckim obejrzało ją 25 milionów osób, a w Polsce – ponad milion. Do tego należy doliczyć widzów z innych państw bloku wschodniego. Nie dało się jednak nie zauważyć dużych niedociągnięć wizualnych i niskiego poziomu produkcji. Krytycy filmu Piestraka nadal najczęściej wskazują na niedopracowane efekty specjalne, skromną scenografię oraz mankamenty scenariusza. Reżyser po latach tłumaczył, że zdawał sobie sprawę z kiepskich rozwiązań filmowych i efektów wizualnych, podkreślał jednak, że w tamtych czasach – końcówce kina lat 80-tych – nic lepszego nie dało się zrobić.
Post on Instagram
Tak zły, że aż kultowy
Dziś film trafia do programów licznych przeglądów prezentujących produkcje uznawane za „najlepsze z najgorszych”. W internecie nie brakuje entuzjastycznych opinii widzów, którzy uważają go za obowiązkową pozycję dla miłośników kina. Tytuł produkcji zainspirował również nazwę „Węży” – antynagród przyznawanych najgorszym polskim filmom.

