Przemysław Babiarz kilka miesięcy temu został wdowcem. Tak mówi o życiu po śmierci żony

W listopadzie ubiegłego roku zmarła żona Przemysława Babiarza: Marzena. Teraz komentator sportowy – w jednym z najnowszych wywiadów – opowiedział o bólu po stracie, a także o życiu w cieniu żałoby.
Przemysław Babiarz. Fot. Kurnikowski, źródło: AKPA
  • Przemysław Babiarz w ubiegłym roku pożegnał ukochaną żonę.
  • Ceniony komentator otworzył się w nowym, poruszającym wywiadzie.
  • Jak śmierć partnerki zmieniła jego hierarchię wartości?
  • Odwiedź stronę główną RMF FM.

Nie żyje żona Przemysława Babiarza

Przemysław Babiarz ma za sobą trudne chwile. Znany i ceniony komentator sportowy w listopadzie ubiegłego roku pożegnał swoją ukochaną żonę. Marzena Babiarz zmarła 19 lipca, a pogrzeb odbył się trzy dni później: w Przemyślu. Wiadomo, że partnerka dziennikarza wcześniej poważnie chorowała.

„Choroba trwała ponad rok, ale szczególnie ostatnie trzy tygodnie były dla nas bardzo trudne. Wciąż mocno to przeżywam, ale muszę wrócić do normalnego życia. Nie mogę zapaść się. Gdyby żona żyła, to na pewno chciałbym spędzić ten czas z nią” – wyznał kilka miesięcy temu Babiarz portalowi WP Sportowe Fakty.

Teraz komentator udzielił nowego wywiadu. W rozmowie z Plejadą wdowiec został m.in. zapytany o to, jak doświadczenie straty wpłynęło na jego dalsze życie.

Przemysław Babiarz o życiu po stracie ukochanej żony

Przemysław Babiarz wprost wyznał, iż śmierć żony całkowicie zmieniła jego dotychczasowe postrzeganie świata, kierując uwagę na zupełnie inne kwestie:

 Przede wszystkim porządkuje to hierarchię wartości. W bardzo bezpośredni sposób dowiadujemy się, co jest najważniejsze. Sprawy mniejsze stają się naprawdę dużo mniejsze.

„Przestajemy przejmować się drobiazgami. To trochę jak z małym, czarnym krążkiem przyłożonym do oka – potrafi przesłonić całe słońce, choć przecież słońce jest nieporównywalnie ważniejsze. Praca jest ważna, ten zawód też jest ważny, ale są rzeczy ważniejsze od pracy. Dla nich jesteśmy gotowi poświęcić wszystko inne.”

Czy upływający czas pozwala dziennikarzowi na „leczenie ran”?

„(…) Oczywiście upływ czasu sprawia, że wydarzenia, które nami wstrząsnęły, stopniowo tracą swoją siłę oddziaływania. Możemy jednak do nich wracać myślami i w ten sposób ponownie je ożywiać. One wtedy wracają razem z emocjami. Ostatecznie to od nas zależy, czy będziemy do nich wracać, czy będziemy starali się zostawić je za sobą. Myślę, że w tym sensie jest to pewien wybór” – tłumaczył w rozmowie z Plejadą.

Czytaj dalej: