Jak współpracuje się z Tomaszem Kotem? „On by tego nie potwierdził”

Serial „Niebo. Rok w piekle” to jedna z najgłośniejszych premier ostatnich miesięcy. W głównych rolach występują Stanisław Linowski i Tomasz Kot. W rozmowie z Plejadą Linowski zdradza kulisy współpracy z jednym z najbardziej cenionych polskich aktorów. Jak wyglądała ich relacja na planie? - Czasem zachowywaliśmy się, jakbyśmy razem kończyli niedawno szkołę teatralną i cieszyli się z tego, że jesteśmy na planie – zdradza serialowy Sebastian.
Linowski o współpracy z Kotem, fot. AKPA/Gadomski

Niebo. Rok w piekle”. Inspiracja prawdziwą historią

Serial HBO Max „Niebo. Rok w piekle” powstał na podstawie książki Sebastiana Kellera „Niebo. Pięć lat w sekcie”. Opisuje ona dramatyczne losy młodego chłopaka, który w latach 90. trafił do sekty prowadzonej przez charyzmatycznego guru. Produkcja przyciąga uwagę nie tylko tematyką, ale i obsadą. Stanisław Linowski wciela się w głównego bohatera – Sebastiana – a Tomasz Kot gra postać Piotra – przywódcę sekty.

„Niebo. Rok w piekle”. Długie przygotowania i wyjątkowa atmosfera

Stanisław Linowski w rozmowie z Plejadą podkreśla, jak ważne były dla niego przygotowania do roli i możliwość pracy z doświadczonymi aktorami. - Książka była dla mnie emocjonalnym kompendium wiedzy. To było moje główne narzędzie. My się tą historią tylko inspirujemy, więc to też dało nam przestrzeń na to, żeby budować coś od zera. (...) Przygotowania trwały długo, ponieważ dostaliśmy szansę na to, żeby spotykać się prawie pięć miesięcy przed planem zdjęciowym, co też się rzadko zdarza. Tych rozmów, które odbyliśmy, prób z Bartkiem, reżyserem, z Tomkiem, z Zosią, było naprawdę dużo – mówi aktor.

Linowski o współpracy z Kotem

Współpraca z Tomaszem Kotem okazała się dla Linowskiego wyjątkowym doświadczeniem. Jak akcentuje, aktor bardzo zwraca uwagę na drugiego człowieka.

Tomek jest aktorem, który niesamowicie skupia się na partnerze. Mam wrażenie, że na tym właśnie polega aktorstwo. Wszyscy wiemy, że Tomasz Kot jest świetnym aktorem, ja się dowiedziałem też, że jest świetnym człowiekiem prywatnie, po prostu – podkreśla Linowski.

- Jego czujność na mnie, takie skupienie i to, że on niektórych odpowiedzi szukał we mnie, [sprawiło, że – przyp. red.] ja pozwoliłem sobie niektórych odpowiedzi szukać w nim. Jakoś niesamowicie to dopełniło wszystko. Przysłowiowo złapaliśmy się za rękę i przez ten plan przeszliśmy razem. To była niesamowita przygoda. Bo z Tomkiem Kotem – dodaje.

Aktor zdradza, że relacja z Kotem miała momenty przypominające układ uczeń-mistrz, choć sam Kot prawdopodobnie by temu zaprzeczył.

Tak, na pewno. W jakichś aspektach tak. Przede wszystkim dla mnie. Wydaje mi się, że Tomek by tego nie potwierdził. Tomek zachowuje się jak równolatek. Czasem zachowywaliśmy się, jakbyśmy razem kończyli niedawno szkołę teatralną i cieszyli się z tego, że jesteśmy na planie. To jest niesamowite, że człowiek z takim dorobkiem i z takim doświadczeniem cały czas ma w sobie tego głodnego wrażeń aktorskich chłopaka. To jest super. To jest piękne, żeby to w sobie zachować przez lata – tłumaczy.

Linowski o wsparciu rodziców

Linowski odnosi się też do wątku rodzinnego w serialu, gdzie jego bohater słyszy od matki, że „świat nie potrzebuje śpiewaków”. Sam aktor podkreśla, że miał szczęście do wspierających rodziców. - Muszę powiedzieć, że mam duże szczęście. Moi rodzice bardzo mnie wspierali w moim pomyśle. Może bali się po prostu, czy się tam nie sparzę, bo była taka dyskusja: „ok, zdawaj sobie do szkoły teatralnej, ale może jeszcze coś na wszelki wypadek”. Ja mówię: „nie, nie, tylko to”. Na tym się kończy. Normalna wątpliwość, całkowicie zrozumiała. Ale zawsze mnie w tym wspierali, więc nie mogę się podzielić jakąś taką traumą. Świat potrzebuje śpiewaków. Świat potrzebuje artystów. Dzisiaj chyba bardziej niż kiedykolwiek – podsumowuje.