Anna Wyszkoni szczerze o walce z rakiem: „Byłam w trybie zadaniowym”

Anna Wyszkoni w 2016 roku poinformowała, że zdiagnozowano u niej raka. W jednym z wywiadów wróciła wspomnieniami do tego niezwykle trudnego czasu w swoim życiu. W szczerym wywiadzie opowiada o walce z nowotworem tarczycy, skutkach ubocznych leczenia i sile psychicznej, która pozwoliła jej przetrwać najgorsze chwile.
Anna Wyszkoni miała raka tarczycy, fot. AKPA

Anna Wyszkoni miała raka tarczycy

Anna Wyszkoni, jedna z najbardziej rozpoznawalnych wokalistek polskiej sceny muzycznej, od lat cieszy się sympatią publiczności zarówno jako solistka, jak i była wokalistka zespołu „Łzy”. W najnowszym wywiadzie dla serwisu Świat Gwiazd artystka wróciła pamięcią do czasu, gdy musiała zmierzyć się z diagnozą nowotworu tarczycy.

Samą chorobę przeszłam w trybie zadaniowym. To było lat temu jedenaście? Widzisz, nawet nie pamiętam już. Czy życie się wtedy zatrzymuje? Trochę tak, ale z drugiej strony przyspiesza, no bo wchodzisz w ten tryb zadaniowy. Chcesz po prostu walczyć o siebie, o to, żeby było dobrze - wspomina Wyszkoni.

Anna Wyszkoni o raku tarczycy

Wokalistka podkreśliła, że choć rak tarczycy jest w większości przypadków uleczalny, to jednak leczenie wiązało się z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.

Moja choroba onkologiczna była o tyle inna, że ja nie miałam bezpośrednio zagrożenia życia - ja miałam raka tarczycy, który jest w 99 proc. uleczalny i wszystko może się dobrze zakończyć. Ale z tym były związane inne obciążenia: operacja, naruszenie nerwu strun głosowych, jakiś niedowład lewej struny głosowej... Ale ja byłam w takim trybie zadaniowym, że to się działo wszystko automatycznie - wspominała artystka.

Wsparcie specjalistów i siła terapii

Wyszkoni nie kryje, że musiała zmierzyć się również z problemami natury psychicznej. Zaczęły się one, kiedy znalazła się w kilkudniowej izolacji.

Gorzej było w tym momencie, kiedy już przeszłam przez wszystko i miałam pięć dni w izolacji po terapii jodem radioaktywnym. I wtedy miałam czas, żeby usiąść, myśleć w samotności. I to był ten moment, kiedy zaczęły pojawiać się takie problemy natury psychicznej – wyznała.

Anna Wyszkoni nie ukrywa, że w najtrudniejszych chwilach sięgnęła po pomoc specjalistów.

Korzystałam wtedy z pomocy psychiatry, a na terapię u psychologa trafiłam osiem lat później. I to nie była tylko choroba. Ja jestem totalną fanką terapii, to jest takie piękne przepracowanie różnych traum, że my często nie zdajemy sobie sprawy z tego, co mogło nas obciążyć w taki sposób, że my działamy dziś tak, a nie inaczej – podkreśliła.

Czytaj dalej: