Pierwsze kroki na boisku i wybór pozycji
Wojciech Szczęsny nie od razu wiedział, że zostanie bramkarzem. Jako ośmiolatek próbował swoich sił w ataku, jednak jak sam przyznaje, nie był w tym najlepszy.
Ja grałem w pierwszym składzie w ataku. Wygraliśmy dwadzieścia siedem zero i wszyscy strzelili bramki, a ja żadnej. I wtedy chyba do mnie doszło.
– wspomina z uśmiechem. Decyzja o zmianie pozycji zapadła błyskawicznie, już po jednym treningu, podczas którego po raz pierwszy poczuł się doceniony przez kolegów. Od tamtej pory bramka stała się jego miejscem na boisku.
Rodzinne relacje i presja nazwiska
Dla młodego Wojciecha Szczęsnego obecność ojca, Macieja – również bramkarza, była zarówno inspiracją, jak i źródłem presji.
Na początku, dopóki nie wiesz, jak sobie radzić z jakąkolwiek presją, to, to jest takie niezręczne. Nie powiem, że niewygodne. Jest niezręczne takie, że, wiesz, że zawsze ktoś cię ocenia przez pryzmat ojca.
– przyznaje.
Szczęsny szczerze opowiada o trudnych relacjach z ojcem, o strachu, który towarzyszył mu przez lata, i o obietnicy, którą złożył samemu sobie:
Ja sobie obiecałem, że nigdy nie doprowadzę do tego, żeby mój syn się bał, bo tata przychodzi do domu.
Wspomina również, że to głównie mama i babcie zajmowały się nim na co dzień, a ojca pamięta raczej z wizyt niż z codziennego życia rodzinnego.
Samotność i tęsknota – początki za granicą
Wyjazd do Arsenalu w wieku piętnastu lat był dla Szczęsnego ogromnym wyzwaniem. Na pytanie o to, czy chciał wracać do domu odpowiada: „Każdego dnia przez pierwsze dwa lata. Każdego. Tylko że to wiesz, to nie były momenty obawy, takie, związane z tym, że mi się nie uda i dlatego chcę wracać. Tylko po prostu tak z tęsknoty i z samotności.” – wspomina.
Pierwsze miesiące w Londynie upływały mu na rozmowach przez Skype’a z rodziną i znajomymi z Polski. Dopiero po czasie, gdy do jego domu wprowadził się Jack Wilshere, a on sam lepiej poznał język i środowisko, poczuł się pewniej i zaczął odnajdywać swoje miejsce.
Potencjał, pewność siebie i rywalizacja
Szczęsny od początku wierzył w swój potencjał, choć – jak przyznaje – nie od razu był najlepszy technicznie. „Wiedziałem, że mam największy potencjał. Największy. Zdecydowanie nawet powiedziałbym.” Jego atutami były warunki fizyczne, koordynacja ruchowa i szybkość.
W rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem w RMF FM Szczęsny podkreśla, jak ważna była dla niego pewność siebie, która z czasem stała się jego naturalną cechą: „Tak długo udawałem pewność siebie, że stała się naturalna.” Nie ukrywa, że na początku kariery graniczyła ona z arogancją, ale była niezbędna, by przetrwać w świecie wielkiej piłki.
Arsène Wenger – mentor i otwarte drzwi do kariery
Kluczową postacią w rozwoju Szczęsnego był Arsène Wenger. „Tak profesjonalnie to był drzwiami do wielkiej kariery. Otwartymi drzwiami do wielkiej kariery.” Francuski szkoleniowiec nie bał się stawiać na młodych zawodników i dał Szczęsnemu szansę, która zadecydowała o jego dalszej drodze.
Szczęsny podkreśla, że czuł od Wengera ogromne wsparcie i zaufanie, co motywowało go do jeszcze cięższej pracy. Wspomina także, że to właśnie Wenger podjął trudną, ale być może ratującą karierę decyzję o rozstaniu z bramkarzem, gdy ten poczuł się zbyt komfortowo w klubie.
Szczęsny w podcaście „W stylu Krychowiaka” wskazuje także Gianluigiego Buffona jako swojego idola i wzór do naśladowania, podziwiając jego przygotowanie do każdej interwencji i umiejętność przewidywania sytuacji na boisku. Zwraca uwagę, że statystyki nie zawsze oddają rzeczywistą wartość bramkarza – najważniejszy jest „test oka” i umiejętność przewidywania.
Pasja, rodzina i odpowiedzialność
Dla Szczęsnego rodzina jest najważniejsza, a odpowiedzialność za najbliższych stanowi sens życia. „Dla mnie odpowiedzialność za moją rodzinę jest sensem życia.” Bramkarz podkreśla, że nie zamierza wywierać presji na swoim synu, pozwalając mu samodzielnie wybrać drogę życiową.
Krychowiak nagle wrócił na Stadion Narodowy. U jego boku Szczęsny i Milik. Tego nikt się nie spodziewał
Przez lata razem walczyli dla reprezentacji Polski i przeżywali największe piłkarskie emocje. Teraz Grzegorz Krychowiak niespodziewanie znów pojawił się na Stadionie Narodowym. Nie był jednak sam – obok niego stanęli Wojciech Szczęsny i Arkadiusz Milik. Widok tej trójki razem natychmiast wywołał ogromne emocje wśród kibiców.
Jeszcze niedawno wspólnie wychodzili na murawę podczas najważniejszych meczów reprezentacji Polski. Dziś znów spotkali się dokładnie w tym samym miejscu, które przez lata było symbolem ich piłkarskiej kariery. Tym razem jednak nie chodzi o futbol.
Grzegorz Krychowiak wrócił na Stadion Narodowy w roli gospodarza podcastu „W Stylu Krychowiaka” w RMF FM.
Już 6 lipca premierę ma jego rozmowa z Wojciechem Szczęsnym, a kilka dni później kibice zobaczą także odcinek nagrany z Arkadiuszem Milikiem. To właśnie tam, na murawie Stadionu Narodowego, trzej wieloletni reprezentanci Polski ponownie spotkali się razem.
Tym razem zamiast meczu pojawiły się wspomnienia, kulisy kadry i emocje, których kibice wcześniej nigdy nie mieli okazji zobaczyć.
Jedno jest pewne – dla fanów reprezentacji ten widok wywoła potężną nostalgię.
- Wojciech Szczęsny osobiście poinformował fanów. Świętuje razem z żoną! „Najpiękniejszy widok dla mężczyzny”
- Radość w domu Szczęsnych. Tak świętują. „Bądź zdrowy i szczęśliwy, synku”
- Marina pokazała nowe nagranie ze Szczęsnym. Para zbiera gratulacje
- Takie sceny na rocznicowej imprezie Szczęsnych. Padły słowa o „głośnym rozwodzie”
- Wojciech Szczęsny i Marina Łuczenko dzielą się swoim szczęściem. Tak świętują
