Afera po Eurowizji. Nie chciała ogłosić 12 punktów dla Polski. „Byłam zdruzgotana”

Nie tylko w Polsce, ale i w Mołdawii po sobotnim finale 70. Konkursu Piosenki Eurowizji rozpętała się burza wokół wyników głosowania tamtejszego jury. Rzeczniczka mołdawskiej komisji, która swoje 12 punktów przekazała Polsce, była „zdruzgotana” tym, co musiała ogłosić, a dyrektor tamtejszej telewizji podał się do dymisji.
Afera po 12 punktach z Mołdawii w finale Eurowizji, fot. TOBIAS SCHWARZ/AFP/East News, Rex Features/East News

Jury z Mołdawii przyznało Polsce 12 punktów na Eurowizji

70. Konkurs Piosenki Eurowizji wygrała Bułgaria, reprezentowana przez Darę z utworem „Bangaranga”. Polska dzięki Alicji Szemplińskiej z „Pray” zajęła zaś dwunaste miejsce. 24-latka była jednocześnie w finale na wysokiej, siódmej pozycji w głosowaniu jurorów. Komisje z aż czterech krajów przyznały nam swoje najwyższe noty, czyli 12 punktów.

Jednym z państw, które dało Polsce swoją „dwunastkę”, była Mołdawia. Szybko wokół not tamtejszego jury rozpętała się niemała afera. Członkom komisji zaczęto zarzucać, że zbyt nisko ocenili reprezentującą sąsiednią Rumunię Alexandrę Căpitănescu z „Choke Me”, przyznając jej „zaledwie” 3 punkty. Wielu liczyło, że mołdawskie 12 punktów powędruje właśnie do niej.

„Sami widzieliście, jaką punktację musiałam dziś ogłosić”

Margarita (Rita) Druță, która była rzeczniczką mołdawskiej komisji i przekazała Europie punktację z tego kraju, po finale Eurowizji nie kryła emocji. Przyznała wprost, że była zrozpaczona werdyktem, jaki musiała ogłosić na żywo. „Wciąż się trzęsę i nie mogę dojść do siebie. (…) Czuję się zdruzgotana, bo sami widzieliście, jaką punktację musiałam dziś ogłosić” – mówiła w zamieszczonym w sieci nagraniu.

Druță przyznała, że gdy zobaczyła protokół z głosowania komisji, chciała odmówić pojawienia się na antenie. Zadzwoniła do dyrektora Teleradio Moldova i powiedziała: „Przepraszam, ale odmawiam prezentacji. Nie mogę patrzeć w kamerę, kiedy Rumunia ma taką punktację, zwłaszcza w roku, w którym mają tak piękną piosenkę”, cytuje przytaczane przez nią samą słowa „Türkiye Today”.

Potem rzeczniczka komisji wydała oświadczenie, w którym odcięła się od punktacji mołdawskich jurorów. „Moja rola była wyłącznie profesjonalna. Nie brałam udziału w procesie głosowania. Wierzę, że więź między Rumunią a Mołdawią jest znacznie silniejsza niż punktacja ogłaszana przez kilka sekund”.

Dyrektor mołdawskiej telewizji podał się do dymisji

Mołdawski nadawca publiczny wydał w tej sprawie oświadczenie, w którym podkreślił, że jurorzy działali niezależnie i nikt nie wywierał na nich nacisków. Jednocześnie w związku z zaistniałą sytuacją do dymisji podał się Vlad Țurcanu, pełniący dotąd rolę dyrektora Teleradio Moldova.

„Chociaż zdystansowaliśmy się od decyzji jury w finale Eurowizji, głosowanie jest naszą odpowiedzialnością, a przede wszystkim moją, jako szefa instytucji. Unikałem wydawania poleceń jurorom, a to, co się stało, jest czymś niezwykłym. Z naszego punktu widzenia jury nie wzięło pod uwagę delikatnych relacji między Republiką Mołdawii a naszymi sąsiadami, Rumunią i Ukrainą” – wyjaśnił. Podkreślił, że jego rezygnacja to wyraz niezmienności stanowiska Mołdawii wobec tych państw.

Przypomnijmy, że Mołdawię w 70. Konkursie Piosenki Eurowizji reprezentował Satoshi z utworem „Viva, Moldova!”. Sam artysta i Alicja Szemplińska nawiązali przyjacielską relację. Poznali się już kilka miesięcy temu, gdy Mołdawianin przyjechał promować do Polski swój eurowizyjny utwór.

Czytaj dalej: