Tadeusz Sznuk ogłosił pod koniec „Jednego z dziesięciu”. „Dość nieoczekiwane”

Czegoś takiego widzowie „Jednego z dziesięciu” się nie spodziewali. Wszystko wydarzyło się tuż pod koniec wtorkowego odcinka. Do samego końca nie było wiadomo, który z graczy wygra zaciętą rywalizację. Werdykt zaskoczył wielu, a zadziwienie sytuację wyraził sam Tadeusz Sznuk.
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF FM? dodaj w Google
Zaskakująca sytuacja w programie „Jeden z dziesięciu”, źródło: PAP

 „Jeden z dziesięciu” zaskoczył widzów

„Jeden z dziesięciu” to lubiany przez widzów format, którego dużym atutem jest prostota i duża dawka wiedzy – format nadawany na TVP cieszy się ogromnym stażem antenowym i gości w telewizji nieprzerwanie od 1994 roku. Na przestrzeni lat w programie dochodziło nie tylko do zabawnych wpadek, ale i imponujących rekordów. W listopadzie 2023 roku wystąpił Artur Baranowski, który jako pierwszy w historii – i jedyny – zdobył najwyższą możliwą liczbę punktów – 803. Dokonał tego przechodząc przez drugi etap z trzema szansami, a następnie odpowiadając na wszystkie pytania samodzielnie. 

Z kolei 5 października na kartach teleturnieju zapisał się Sebastian Witkowski. To pierwszy uczestnik, któremu udało się przekroczyć pulę 1000 punktów po zsumowaniu wyniku ze zwykłego odcinka i Wielkiego Finału. We wtorek 13 października miała za to miejsce inna sytuacja, która zaskoczyła samego prowadzącego.

Zobacz także
Sznuk wprost o pracy na planie „Jednego z dziesięciu”. Widzowie nie mieli pojęcia
Tadeusz Sznuk od samego początku jest prowadzącym teleturniej „Jeden z dziesięciu”. W najnowszym wywiadzie 83-letni dziennikarz wyznał, czym jest dla niego praca na planie programu.

„Dość nieoczekiwane”

W długiej, bo trwającej aż 32 lata historii „Jednego z dziesięciu” dochodziło do wielu sytuacji nadzwyczajnych, które okazywały się sporym zaskoczeniem dla samych zawodników, widzów, ale i prowadzącego – w tej roli nieprzerwanie sprawdza się Tadeusz Sznuk, bez którego wielu w ogóle nie wyobraża sobie kultowego teleturnieju. 

Tym razem pojedynek w trzecim etapie był bardzo zacięty. Jadwiga i Janusz szli łeb w łeb, na przemian odpowiadając na pytania prowadzącego. Po odczytaniu ostatniego to kobieta prowadziła 221 do 212. To, co wydarzyło się później, zaskoczyło samego Tadeusza Sznuka.

Prowadzący ogłosił, że do uzyskanego wyniku należy doliczyć punkty za zachowane szanse:

Pani Jadwiga będzie miała tych punktów 231, a pan Janusz – 232. To był pojedynek zacięty i rozwiązanie dość nieoczekiwane.

Janusz wygrał z Jadwigą zaledwie jednym punktem. Ten odcinek „Jednego z dziesięciu” pokazał, że uczestnicy mogą iść na żyletki, a o wygranej czasami decyduje naprawdę niewiele.

Nadzwyczajne sytuacje w teleturnieju 

Niezwykłe rekordy punktowe są zwykle dość spektakularnym wydarzeniem w oczach widzów. W programie nie brakowało takich sytuacji na przestrzeni lat, choć czasami o niezwykłości odcinka decydowało coś zupełnie innego. Przykładowo dwóch zawodników wygrało Wielki Finał aż czterokrotnie, a Piotr Bruc jako jedyny zdobył nagrodę za największą liczbę punktów aż pięć razy. 

Dla równowagi istnieje też rekord najmniejszej liczby punktów – w 17. odcinku edycji nr 119 Aneta Kurczewska-Hołtyn wygrała odcinek z 11 punktami na koncie. 

W piętnastym odcinku 80. serii trzeba było przerwać program z powodu przekroczenia czasu antenowego. Wyjątkowo długo trwał wówczas drugi etap, przez co dopiero w kolejnym epizodzie widzowie zobaczyli końcówkę rywalizacji. 

Nietypowa sytuacja przydarzyła się też w 141. serii „Jednego z dziesięciu”. W czwartym odcinku wystąpiły same kobiety, co było sporym zaskoczeniem, gdyż często to mężczyźni przeważają są większością. 

Czytaj dalej: