Znachor zamiast lekarza. Tak leczono choroby na dawnej polskiej wsi
Historie opisane w książce Antoniny Tosiek „Przepraszam za brzydki pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet” są świadectwem codzienności społeczności pierwszej połowy XX wieku, które przez lata musiały radzić sobie własnymi siłami. Na wielu wsiach dostęp do lekarza był ograniczony, a profesjonalna pomoc medyczna kosztowała zbyt dużo albo wymagała podróży do odległej miejscowości. W efekcie choroby leczono metodami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Obok praktyk opartych na obserwacji i doświadczeniu pojawiały się zabiegi magiczne, ryzykowne eksperymenty oraz porady ludowych uzdrowicieli.
Jedna z kobiet w książce Tosiek wspominała koleżankę o imieniu Cesia. Do chorej przyszedł znachor, który „okadzał ją jakimś kadzidłem, ogrzewał nogi rozpalonymi kamieniami, dawał do picia jakieś lekarstwo z zabitej jaszczurki”. Kuracja nie przyniosła poprawy, a dziewczynka zmarła. W innym przypadku uzdrowiciel zalecił rodzinie chorego chłopca obwiązanie go onucami należącymi do ojca lub najstarszego mężczyzny w rodzinie, a następnie zakopanie go w dole na podwórzu. Miał spędzić pod ziemią sześć minut. Dziś takie praktyki wydają się niewyobrażalne, jednak w realiach ubogiej wsi mogły być traktowane jako ostatnia nadzieja.
Domowe sposoby leczenia: liście, brudne szmaty i żar
W ludowych metodach leczniczych wykorzystywano przedmioty dostępne w gospodarstwie oraz rośliny, których właściwości często znano jedynie z przekazów ustnych. Jedna z autorek pamiętnika opisała leczenie bólu gardła. Najpierw polecono wyłożyć pościel i ściany wokół łóżka liśćmi olszyny. Później ojciec miał zdjąć buty, a „tymi brudnymi szmatami cuchnącymi z potu owijano mi gardło”. Trudno ocenić, ile takich praktyk wynikało z wiary w lecznicze działanie konkretnych materiałów, a ile z przekonania, że chorobę można „wypędzić” za pomocą silnych bodźców.
Szczególnie bolesne były zabiegi, w których łączono leczenie z obrzędami. Jedna z kobiet wspominała, że babka kazała jej o zachodzie słońca stanąć na miotle, a następnie przerzucała za koszulę żarzące się węgle i odmawiała zaklęcia. Dziewczynka, przestraszona i niespokojna, doznała poparzeń pleców. W innym wspomnieniu pojawia się znachor, który zalecił chorej oblewanie pleców dwiema konewkami zimnej wody, a następnie bieganie owiniętej chustką. Raz w tygodniu kobieta miała zakładać lniany płaszcz namoczony w zimnej wodzie i wchodzić pod pierzynę. Kobieta wkrótce zmarła.
Antykoncepcja i przerywanie ciąży bez bezpiecznej pomocy
Brak dostępu do medycyny dotyczył nie tylko leczenia chorób. Kobiety na wsi miały również ograniczone możliwości planowania rodziny i uzyskania pomocy w sytuacji niechcianej ciąży. W pierwszej połowie XX wieku jako metody antykoncepcyjne stosowano między innymi irygacje z użyciem mydła lub octu oraz napary ze sporyszu i piołunu. Były to sposoby nieskuteczne i potencjalnie niebezpieczne, a ich stosowanie mogło prowadzić do zatrucia lub poważnych powikłań.
Zabiegów przerywania ciąży dokonywały najczęściej wiejskie „babki” albo akuszerki. Według informacji przywołanych w książce w latach 20. i 30. XX wieku akuszerki pobierały za taką pomoc około 40 zł na wsi i 100 zł w mieście. Dla wielu chłopek była to suma nieosiągalna. Część kobiet próbowała więc działać samodzielnie, wykorzystując napary z trujących ziół, zastrzyki z jodyny i mydlin, a także mechaniczne uszkadzanie płodu ostrymi narzędziami. Stosowano również nadmierny wysiłek fizyczny, uderzanie się w brzuch czy kąpiele w lodowatej wodzie.
Bez lekarza i bez nadziei. Oczami tych, które nie miały wyboru
Warto pamiętać, że opisane praktyki nie powinny być oceniane wyłącznie przez pryzmat współczesnej wiedzy medycznej. Ich źródłem były przede wszystkim bieda, izolacja, brak edukacji zdrowotnej i niedostępność lekarzy. Dla wielu rodzin znachor lub lokalna „babka” byli jedynymi osobami, do których można było zwrócić się natychmiast. Nie oznaczało to jednak, że proponowane metody były bezpieczne. Przeciwnie – część z nich pogarszała stan chorego, powodowała obrażenia albo opóźniała uzyskanie fachowej pomocy. Niejednokrotnie taka medycyna ludowa prowadziła również do śmierci.
Źródło: Antonina Tosiek, „Przepraszam za brzydki pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet”
- Szokujące przesądy ciążowe. W co wierzyły nasze prababki?
- Nie mogły doić krów ani piec chleba. Jak nasze prababki radziły sobie z miesiączką w świecie pełnym przesądów?
- Dziś to nie do pomyślenia. Tak wyglądały porody naszych prababek
- Od stycznia wielkie zmiany w Małopolsce. Rewolucja na mapie
- Oto nazwy największych wsi w Polsce w 2025 roku. Numer jeden zaskakuje



