Byli w restauracji tuż obok strzelaniny w Krakowie. Ruszyli pomóc rannym. Chirurdzy: „Nie czujemy się bohaterami”

W sobotę 7 listopada na Rynku Głównym w Krakowie zamachowiec strzelał z broni palnej, zabijając sześć osób i raniąc szesnaście. Napastnika unieszkodliwiła dwójka policjantów – chwilę po akcji pomocy udzieliła im dwójka chirurgów, która była w restauracji nieopodal miejsca zdarzenia.
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF FM? dodaj w Google
Dwójka chirurgów od razu pomogła rannym policjantom, źródło: PAP

Zamach w Krakowie – co wiemy? 

W sobotnie popołudnie w Krakowie doszło do ataku zamachowca. Zamaskowany 24-latek wjechał samochodem na Rynek Główny. Z pojazdu oddawał strzały z broni długiej do przechodniów. W wyniku ataku śmierć poniosło sześć osób, szesnaście zostało rannych. Napastnika unieszkodliwiła dwójka policjantów – dziś znamy już ich tożsamość. To Jakub Kulik i Artur Morański, którzy po akcji trafili do szpitali w ciężkim stanie. Jak przekazał Marek Boroń, komendant główny policji, do operacji zaangażowano 30 załóg funkcjonariuszy. Służby zareagowały prawidłowo zarówno przy neutralizacji zamachowca, jak i np. przy ewakuacji Rynku Głównego. 

NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE ZNAJDZIESZ NA STRONIE GŁÓWNEJ RMF24.PL 

Funkcjonariuszom na miejscu pomogli chirurdzy 

Policjanci trafili do szpitali, a w niedzielny poranek podniesiony został apel – Jakub Kulik potrzebuje krwi o czynniku AB Rh+. Po godzinie 12:00 Małopolska Policja przekazała, że odzew był ogromny, a magazyny krwi w Krakowie są już przepełnione. Kolejni krwiodawcy nie mogą być obsłużeni. Służby przekazały, że reakcja na apel przeszła ich oczekiwania.  

Warto jednak wiedzieć, że funkcjonariusze otrzymali na miejscu strzelaniny profesjonalną pomoc niemal od razu. Wszystko dzięki dwójce chirurgów, która była na obiedzie tuż obok miejsca, gdzie sprawca został postrzelony. To dr Mateusz Wierdak i prof. Michał Pędziwiatr, którzy ze swoimi rodzinami spędzali sobotnie popołudnie w jednym z lokali tuż obok skrzyżowania ulic Dietla i Stradomskiej. 

Wyszliśmy na zewnątrz, już się żegnaliśmy. Nagle mój syn krzyczy: ‘Tato, tam strzelają do ludzi, a oni padają na ziemię’. Schroniliśmy się w aptece. Gdy strzały ucichły, razem z Mateuszem podbiegliśmy do rannych – mówił w rozmowie z Gazetą Krakowską prof. Pędziwiatr. 

Chirurg potwierdził, że na miejscu od razu pojawiły się służby. To ważne świadectwo, które obala nieprawdziwe informacje o tym, jakoby w Krakowie na miejscu brakowało policjantów. „To bzdura, że nie było dodatkowych sił. Zaczęli wygradzać teren, opanowywać sytuację, pomagać nam i innym osobom zajmującym się rannymi” – relacjonuje lekarz.

Zobacz także
Pilny apel służb po tragedii w Krakowie. Pojawiają się fałszywe doniesienia
Po tragicznym ataku na krakowskim Rynku Głównym w internecie zaczęły pojawiać się nieprawdziwe informacje dotyczące przebiegu zdarzenia i pomocy rannym. Jedną z nich było rzekome pilne zapotrzebowanie na krew dla rannego policjanta. Regionalne…

„Sprawca był przytomny”

Obowiązkiem lekarza jest pomóc rannym bez względu na to, czy mówimy o ofiarach czy sprawcy. Jak mówi prof. Pędziwiatr, zamachowiec był przytomny: miał rany postrzałowe brzucha, uda i klatki piersiowej. Policjantowi pomocy udzielał dr Mateusz Wierdak – wszyscy współpracowali ze służbami na miejscu: „To nie tak, że byliśmy tam we dwójkę sami do pomocy. Był policjant z przeszkoleniem medycznym, była jeszcze lekarka. Wszyscy wspólnie działaliśmy”, mówi prof. Pędziwiatr. 

Lekarz osobiście zadzwonił do szpitala Jana Pawła II, co było sytuacją wyjątkową: 

Nie jest on brany pod uwagę jako pierwszy w takich przypadkach, ale wiedziałem, że tam ranny policjant będzie miał największe szanse przeżycia.

Prof. Pędziwiatr relacjonuje, że szpital zachował się wzorowo – natychmiast uruchomiono blok operacyjny. Drugi policjant trafił do Szpitala Narutowicza, a zamachowiec do Szpitala Uniwersyteckiego. Chirurg przekazał, że wielu lekarzy porzuciło swoje weekendowe plany i przyjechało do placówek po to, by ratować życie poszkodowanych. 

Zobacz także
Kraków po tragicznym ataku. Uruchomiono specjalną pomoc. Ważne adresy i telefony
Po tragicznych wydarzeniach na krakowskim Rynku Głównym miasto uruchamia dodatkowe wsparcie psychologiczne. Osoby, które odczuwają lęk, niepokój lub potrzebują rozmowy po sobotnim ataku, mogą skorzystać z pomocy specjalistów. Wsparcie dostępne jest…

„Nie czujemy się bohaterami” 

Chirurg w rozmowie z Gazetą Krakowską stwierdził, że razem ze swoim kolegą nie postrzegają udzielenia pomocy jako czegoś wyjątkowego – traktują to jako swój obowiązek.

Nie czujemy się bohaterami, ale zrobiliśmy wszystko, co zrobiłby ratownik na miejscu takiego zdarzenia. Wielkim sukcesem jest to, że rozdysponowaliśmy rannych do odpowiednich szpitali, zwiększając ich szansę przeżycia.

Prof. Pędziwiatr przekazał, że karetka przybyła na miejsce po ok. 15 minutach. W sytuacji, kiedy każda sekunda jest na wagę złota, pomoc przeszkolonych medyków na miejscu zdarzenia mogła ostatecznie zaważyć na ludzkim życiu. Chirurg nie ma wątpliwości, że interwencja funkcjonariuszy powstrzymała jeszcze większą masakrę: „Gdyby ten policjant nie powstrzymał zamachowca… pod drugiej stronie skrzyżowania stały nasze rodziny i wiele innych osób. Strach myśleć, co by było gdyby obok nich przejechał, strzelając przez okno. My zrobiliśmy z Mateuszem swoje, ci policjanci to bohaterowie”.

Profesor Michał Pędziwiatr i doktor Mateusz Wierdak nie tylko umiejętnie udzielili pomocy poszkodowanym na długo przed przybyciem karetki. To dzięki ich wiedzy i interwencji ranni trafili do odpowiednich szpitali.

Źródło: Gazeta Krakowska

Czytaj dalej: