Pięcioraczki z Horyńca
Oczy całej Polski zwróciły się na Kraków 12 lutego 2023 roku, gdzie przyszły na świat pięcioraczki z Horyńca – Charles Patrick, Henry James, Elizabeth May, Evangelina Rose i Adrianna Daisy. Temat był mocno podnoszony przez media, a rodzina zwróciła uwagę nawet rządzących – prezenty osobiście wręczyła im ówczesna ministra rodziny, Marlena Maląg. Gratulacje przesłał też premier Mateusz Morawiecki.
Niestety nie wszystkie dzieci przeżyły - trzy dni po narodzinach zmarło najmłodsze z dzieci, Henry James.
W 2024 roku Dominika Clarke podjęła decyzję o opuszczeniu Polski. Razem z dziećmi wyjechała do Tajlandii, gdzie żyją do dziś. Kobieta bardzo szczegółowo pokazuje codzienność w mediach społecznościowych, wzbudzając przy tym wiele kontrowersji – mowa m.in. bardzo dużej liczbie materiałów z udziałem nieletnich, które wpisują się w pojęcie sharentingu.
Kontrowersje Dominiki Clarke
Wiele komentarzy i dyskusji narosło wokół samych warunków, w jakich żyje rodzina Clarke w Tajlandii. Obserwujący zaczęli szczegółowo analizować otoczenie na udostępnianych przez Dominikę nagraniach i zdjęciach. Zwrócono uwagę chociażby na wszechobecny bałagan, brak zabezpieczenia niebezpiecznych obiektów (np. butli gazowej) czy mało urozmaicone posiłki. Kontrowersje budziły też bardzo częste prośby o wpłaty na zbiórkę i oskarżenia o nieodpowiednie gospodarowanie środkami. Teraz Dominika Clarke wywołała kolejną burzę w kwestii edukacji swoich dzieci.
„Nie uczę dzieci mówić po polsku”
Dominika Clarke odpowiedziała ostatnio na pytanie dotyczące wychowania dzieci. Kobieta zszokowało obserwujących deklaracją, że nie zamierza uczyć pociech języka polskiego – tym samym chce chronić je przed hejtem:
Tyle osób pyta się, dlaczego ja nie uczę dzieci mówić po polsku. Ja sobie tak myślę, może i dobrze, może nie powinnam ich uczyć, żeby nie czytali tego wszystkiego, co piszą, straszne rzeczy o ich mamie.
„Bo to jest aż niemożliwe. Niech żyją w błogiej nieświadomości, że życie jest piękne, a wszyscy ludzie są przyjemni”.
Internauci nie przeszli obok tych słów obojętnie. Niemal natychmiast pojawiły się komentarze zarzucające kobiecie hipokryzję:
- Język nie, bo dzieci mogą dowiedzieć się niewygodnych rzeczy. Ale już polskie złotówki są jak najbardziej na tak.
- Zabrałbym wszystkie świadczenia w Polsce, taka osoba ma jeszcze czelność prosić o wpłaty pieniędzy bo jej ciężko. Bezczelność nie zna granic.
Dominika Clarke regularnie prosi o finansowe wsparcie dla rodziny. Jak otwarcie przyznała, utrzymanie trzynastoosobowej rodziny w Tajlandii kosztuje ok. 40 tysięcy złotych miesięcznie.


