Dynia w Polsce: od „bani” i „korbala” po jesienny symbol
Zanim dynia trafiła na europejskie stoły i do polskich ogrodów, była uprawiana przez rdzennych mieszkańców Ameryki. Rośliny z rodziny dyniowatych udomowiono na terenach dzisiejszego Meksyku około 10 tysięcy lat temu. Archeolodzy odnaleźli nasiona i fragmenty owoców m.in. w jaskini Guilá Naquitz. Dynia, razem z kukurydzą i fasolą, należała do tak zwanych Trzech Sióstr – roślin sadzonych obok siebie, ponieważ wzajemnie wspierały swój rozwój. Kukurydza stanowiła podporę dla fasoli, fasola wzbogacała ziemię, a szerokie liście dyni pomagały utrzymać wilgoć w glebie. Do Europy dynia przybyła po wyprawach do Nowego Świata, rozpoczętych przez Krzysztofa Kolumba w 1492 roku. Na ziemiach polskich znano ją pod kilkoma nazwami: bania, korbal, malon czy harbuz.
Zobacz: Król wśród jesiennych deserów. Sernik z dynią jest moim hitem
„Dostać harbuza”, czyli dawny sposób na odrzucenie oświadczyn
Na dawnych ziemiach południowo-wschodnich Rzeczypospolitej dynia mogła stać się także ważnym komunikatem w sprawach sercowych. Wręczenie zalotnikowi harbuza oznaczało odrzucenie jego oświadczyn. To właśnie z tego obyczaju ma pochodzić powiedzenie „dostać harbuza”, rozumiane podobnie jak współczesne „dostać kosza”. Warto pamiętać, że słowo „harbuz” odnosiło się wówczas zarówno do dyni, jak i arbuza.
Dyniowy kogutek i napisy wydrapywane na skórce
W polskiej kulturze ludowej dynia pojawiała się również w zabawach dzieci i świątecznych obrzędach. W drugi dzień Wielkanocy na Mazowszu chłopcy obwozili po wsi kogutka zrobionego z wydrążonej dyni. Ozdabiali go piórami oraz grzebykiem z czerwonego sukna, mocowali na deseczce z kółkami, a następnie odwiedzali gospodarzy, śpiewali i zbierali datki. Zwyczaj ten opisywał etnograf Oskar Kolberg. Dynia znalazła też miejsce w przyśpiewkach, między innymi kujawskich. Dzieci potrafiły natomiast ozdabiać rosnące jeszcze owoce: szpilką albo drutem wydrapywały w ich skórce litery, rysunki i żartobliwe hasła. W materiałach zebranych przez etnografa Adama Fischera zachował się napis: „Kto skosztuje tej tu bani, pamiętaj o starej pani”.
Czytaj: To najlepsza dynia? Poprawia wzrok, pomaga w odchudzaniu. Nawet nie trzeba jej obierać
Strach z dyni był na wsi przed Halloween
Najbliższe współczesnym skojarzeniom z Halloween były jednak jesienne zabawy określane jako „strach z dyni”. Etnograf Seweryn Udziela opisał je w 1929 roku w artykule „Zabawki z roślin”, opublikowanym w czasopiśmie „Lud”. Chłopcy wybierali duże, dojrzałe dynie, odcinali ich wierzchołki, usuwali miąższ, a potem wycinali oczy, nos oraz usta z zębami. Do środka wkładali świecę, a gotową dyniową głowę osadzali na kiju. Po zmroku chodzili z nią po drogach i pod oknami chałup, strasząc mieszkańców. Zwyczaj przypomina dzisiejsze halloweenowe lampiony, ale nie ma dowodów, że oba obrzędy mają wspólne źródło. Historia popularnej jack-o’-lantern wiąże się z kolei z Irlandią i legendą o Jacku, który po śmierci miał wędrować z żarzącym się węglem umieszczonym w wydrążonej rzepie. Irlandzcy emigranci przenieśli ten zwyczaj do Ameryki, gdzie rzepę zastąpiła łatwiejsza do wydrążenia dynia.
Źródło: PAP, oprac. na podstawie materiału Marty Panas-Goworskiej
- Strach daje przyjemność? Psychologia wyjaśnia, dlaczego lubimy się bać
- Co obejrzeć w Halloween? Nr 1 to klasyka grozy, nr 7 i 8 oglądniesz z dziećmi
- My palimy znicze, oni palili ogniska. Tak nasi przodkowie obchodzili Dziady
- Szukasz idealnego filmu na Halloween? Ten horror ma na koncie rekord Oscarów
- Czy katolik może obchodzić Halloween? Oto co mówi Kościół

