Zagrał tę „dziwną” rolę w 1978 roku. Przylgnęła do Robina Williamsa na zawsze

Robin Williams zapisał się w historii kina rolami, które wywoływały zarówno śmiech, jak i łzy, jednak mało kto pamięta kreację, która na zawsze zmieniła jego zawodowy los. Specyficzna postać z 1982 roku przylgnęła do legendy ekranu na dekady. „Nie potrafię się na to złościć” – przyznał.
fot. American Pictorial, źródło: PAP
  • Robin Williams wykreował wiele kultowych postaci, ale to właśnie od tej jednej „dziwnej” roli nie mógł się uwolnić.
  • Sam aktor przyznawał, że nie czuje z tego powodu złości – to właśnie ta rola otworzyła mu drzwi do wielkiej kariery.
  • Odwiedź stronę główną RMF FM.

Ta rola z 1982 roku go prześladowała. Robin Williams wyznał prawdę po latach

Najbardziej ikoniczna rola Robina Williamsa? Na to pytanie prawdopodobnie każdy odpowie inaczej. Dla jednych to niezapomniany Dżin z „Aladyna”, dla innych – ekscentryczna pani Doubtfire, inspirujący nauczyciel John Keating z „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”, Alan Parrish z „Jumanji” czy Sean Maguire z „Buntownika z wyboru”. Williams przez dekady zachwycał, wzruszał i rozśmieszał widzów na całym świecie, zdobywając cztery nominacje do Oscara i jedną statuetkę, cztery Złote Globy oraz pięć nagród Grammy za swoje występy komediowe.

Wszyscy kojarzą go z hitów, ale w 1982 roku zagrał najdziwniejszą rolę

Jednak mimo tych wszystkich sukcesów, Robin Williams sam przyznawał, że jedna rola stała się jego nieodłącznym cieniem. Był to Mork – sympatyczny kosmita z planety Ork, który pojawił się najpierw w „Happy Days”, a potem przez cztery sezony bawił widzów w serialu „Mork i Mindy”. Produkcja zakończyła się w 1982 roku, ale – jak mówił sam Williams w rozmowie z Joe Griffinem – „To jest coś, od czego nie mogę się uwolnić! To jest tak głęboko zakorzenione w ludzkiej pamięci sprzed 30 lat. I to wraca, bo co jakiś czas serial pojawia się znowu w telewizji”.

Mimo upływu lat i kolejnych, często dużo bardziej dojrzałych ról, Williams wiedział, że dla wielu widzów na zawsze pozostanie właśnie Morkiem. „To robi się dziwne. W pewnym sensie nie mogę się o to złościć, bo to właśnie ta rola rozpoczęła moją karierę. Przyjaciel powiedział mi: ‘Jak możesz się złościć, skoro to dało ci początek?’ I miał rację. Nie możesz być zgorzkniały, mówiąc: ‘Czemu nie pamiętacie mnie za Oscara?’ ‘Gdzie ten facet z Buntownika z wyboru?’”

Między błogosławieństwem a przekleństwem

Dla Williamsa rola Morka była zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony otworzyła mu drzwi do wielkiej kariery, z drugiej – na zawsze przykleiła łatkę komika i kosmity, nawet gdy grał poważne, dramatyczne role. I choć wielu fanów ceniło go za różnorodność, sam aktor wiedział, że nie ucieknie od przeszłości.

Williams podchodził do tego z typowym dla siebie dystansem i humorem. „Nie potrafię się o to złościć” – powtarzał. W końcu, jak sam przyznał, to właśnie ta rola była początkiem wszystkiego.

chcesz widzieć więcej artykułów od RMF FM? dodaj w Google
Czytaj dalej: